Z krwi i ziemi kamień pamięci winien być utoczony

1 sierpnia 1944 roku – nad Warszawą zawisło stężałe od gorącego dnia pełni lata powietrze. Ale dawało się wyczuć coś jeszcze, jakiś niepokój – inny niż w „zwykłe” dni okupacji, jakieś napięcie, ten szczególny rodzaj wyczekiwania na wydarzenie, o którym się powszechnie nie mówi, ale które wywołuje lęk i nadzieję jednocześnie. I które musi nadejść. I nadeszło.

O godzinie 17.00 wybucha w Warszawie powstanie: tragiczne i bohaterskie zarazem, będące zrywem ducha i klęską materii. W sowieckiej Polsce przez lata spychane w zapomnienie i domagające się od Polski Odrodzonej należnego mu w pamięci kolejnych pokoleń miejsca.

Dla powstańców było ono zarówno początkiem, jak i końcem życia: dzieci stały się dorosłe, młodzież dojrzała, dziewczęta i chłopcy – wiele, zbyt wiele z nich zginęło, ale dla tych, co przeżyli, już nic nie było takie same jak wcześniej.

Nie da się zapomnieć obrazów grozy tamtych dni. A przed oczyma wciąż pojawiają się twarze powstańców.

O ich bohaterstwie chce pamiętać łodzianka – emerytowana profesor Maria Gołębiowska, zasłużona lekarka, pediatra, jak mówi o sobie – udzielający pomocy świadek powstania warszawskiego. Chce też, aby pamiętali o nich łodzianie.

Czytaj dalej Z krwi i ziemi kamień pamięci winien być utoczony

Podróżowanie zaczyna się od wnętrza

Podróżować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, więc podróżowanie zaczynam i ja. Dotychczas podróżowałam niewiele, choć w tym przypadku pojęcie niewiele, to rzecz względna.

Ot,  kilka razy byłam we Włoszech, w Anglii, Niemczech, na Ukrainie, na Litwie, w Bułgarii, nad polskim morzem, w polskich górach i kilku innych miejscach, ale wszystko w obszarze europejskim.

Żadnych podróży egzotycznych, a przyznam, że marzy mi się wielka wyprawa do Afryki i – dla kontrastu – w głąb Rosji, najlepiej koleją transsyberyjską, aż po sam Ural.

Czytaj dalej Podróżowanie zaczyna się od wnętrza

Godzinki, bieg i radość o poranku

Przybądź nam miłościwa Pani ku pomocy… – zabrzmiały mi w uszach Godzinki, gdy ruszyłam truchtem ku wschodzącemu słońcu, na twarzy poczułam jasność i ciepło, a w sercu radość.

I pomyślałam: Boże, dziękuję Ci, że chodzę, biegam, widzę, słyszę, czuję, doświadczam smutków i radości, dziękuję, że żyję. Tak po prostu.

W ten oto sposób przywitałam dzisiejszy dzień, choć to poniedziałek, a poniedziałków się nie cierpi, mój poranek był piękny.

Wstałam o szóstej i poszłam biegać, czego o tej porze i na swoim osiedlu nie robiłam jeszcze nigdy.

Czytaj dalej Godzinki, bieg i radość o poranku

4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

4 czerwca 1989 roku w Polsce skończył się komunizm. Dlaczego? Bo tak w telewizji powiedziała Joanna Szczepkowska.

Trzeba przyznać, że jak dla mnie była przekonująca. I co najgorsze – bardzo dobrze zagrała na emocjach. Ta kobieca delikatność, to wzruszenie, ten szklisty błysk w oku, jakby łzy, i ta serdeczna radość zarazem. Rola życia? I jak tu nie uwierzyć?

Ja wtedy uwierzyłam. I wierzyłam jeszcze wiele lat, choć przecież tego pamiętnego 4 czerwca miałam już prawie skończone 24 lata, a prawie w tym przypadku czyni małą różnicę, bo dokładnie urodziny miałam za 3 dni.

Te częściowo wolne wybory były dla mnie jak najpiękniejszy prezent urodzinowy. Bo czyż może być coś wspanialszego, jak nadzieja na wolną Polskę, gdy jest się jeszcze młodym i wydaje się, że wreszcie otwarły się do drzwi do nowego świata?

Nie. I ta na nadzieja i radość we mnie były. I duma. I jakiś niepokój zarazem.

Czytaj dalej 4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

Lajfstajl według Filovery

Wysypiaj się, ruszaj się, nie jedz cukru, nie sól, nawadniaj się, ale nie pij (procentów oczywiście), nie opalaj się i nie pal, chyba że w kominku, ale już nie pod grillem, bo mięso z grilla szkodzi. 

To tylko niektóre z zaleceń-rozkazów, jakie powinniśmy wypełniać, aby  do samej śmierci być zdrowym i nie chodzić po doktorach, bo nie warto.

Aha, i jeszcze nie jeźdź szybko samochodem, bo nie nacieszysz się zbyt długo z tego zdrowia, przybliżając się z prędkością 130 km/h do śmierci.

A ja? Cóż ja mam z tym począć?

Oczywiście jako lekarz oficjalnie ten system nakazowo-rozdzielczy w rzeczy samej popieram i profilaktykuję (wiem, nie ma takiego słowa w sjp, ale teraz już jest – u mnie na blogu :-).

Ale jako Filovera z krwi i kości z niektórymi zakazonakazami zdecydowanie jestem na bakier.

Ale najpierw się pochwalę. Czytaj dalej Lajfstajl według Filovery