Epoka Antychrysta według Lisickiego

Rok 2217. Rzym. Po dwustu latach panowania na Stolicy Piotrowej kolejnych Franciszków, ludzie wyczekują nowego papieża. Nad Kaplicą Sykstyńską pojawia się biały dym. Nowy papież objawia się światu i przybiera imię Judasz.

Dlaczego Judasz? – padają pytania, a dziennikarze upewniają się, że jeszcze żaden z papieży nigdy nie przybrał tego imienia – symbolu zdrady i podłości. Sprawę wyjaśnia nowy papież: „Nie ma podłości i zdrady nie do wybaczenia. Nie ma żadnego sądu ani kary, która by ograniczała boską miłość. Pokochajmy Judasza, a wszystko stanie jest dla nas jasne” – mówi papież Judasz.

Tak oto zaczyna się epoka Antychrysta, którą w swojej najnowszej powieści opisuje Paweł Lisicki – redaktor naczelny tygodnika DoRzeczy.

Książa to niepokojąca, bo budzi pytanie, czy świat, który Autor kreśli, to tylko wizja przyszłości, bez związku z tu i teraz? Absolutnie nie.

Nie przypadkiem Judasza poprzedza siedmiu Franciszków, dla których pierwowzorem jest obecny papież. To jego nauczanie, wprowadzające często katolików w zdziwienie – jak stwierdził sam Autor na spotkaniu z łódzkimi czytelnikami – były inspiracją do napisania powieści. Bez Franciszka nie byłoby tej książki – powiedział.

O czym w istocie ona jest? Najkrócej – o kondycji człowieka-chrześcijanina i Kościoła Katolickiego. Szerzej – o zgubnym odwracaniu się od wartości i tradycji na rzecz ułudy postępu, konstruowaniu świata bez Boga. Świata, w którym nie ma miejsca na sens życia wynikający z przyjmowania, jako naturalnych, ludzkich ograniczeń, świata bez nawrócenia i afirmacji miłosierdzia Bożego nierozerwalnie związanego z Bożą sprawiedliwością.

To także książka o tym, w jak absurdalnej sytuacji może znaleźć się człowiek, gdy chce uznać wszelkie nieprawości za usprawiedliwione, bo „piekło jest puste”, i przyjąć za miarę wszystkiego siebie samego.

Jakże przewrotnie brzmią słowa nowego papieża: „Ja, Judasz Pierwszy, poważnie wziąłem sobie do serca słowa o tym, że Kościół musi być solidarny z całą ludzkością, że chrześcijanin musi być po prostu człowiekiem. Całkiem i we wszystkim człowiekiem, ani trochę chrześcijaninem”.

Czy chcemy takiej epoki? Myślę, że nie. Z pewnością jednak warto przeczytać książkę Lisickiego. Ku refleksji.

***

Powyższy tekst mojego autorstwa ukazał się w ubiegłym tygodniu w Gazecie Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki (wydanie z 6 grudnia 2018 r.).

Ponieważ, jak to w prasie drukowanej, ilość miejsca jest zawsze ograniczona, z przyczyn oczywistych musiałam pominąć kilka kwestii, które poruszył Autor książki na spotkaniu z nim, jakie miało miejsce 4 grudnia we wtorek w Łodzi.

Jedną z ważniejszych kwestii jest sprawa reinterpretacji zabawienia oraz Bożego miłosierdzia. Niewątpliwie, właściwe rozumienie tych pojęć jest kluczowe dla naszej wiary. Moim zdaniem zmianę, jaka w tym zakresie zachodzi na naszych oczach, Lisicki przedstawił rzeczywiście interesująco, mówiąc, że:

„Symbolem człowieka, którego dotknęło Boże miłosierdzie, jest św. Piotr, który zdradził, ale doznał skuchy i przewinienie zostało mu odpuszczone. Co więcej, stał się on skałą, na której Chrystus zbudował swój Kościół. Symbolem miłosierdzia jest więc grzesznik, który jeśli się nawróci, ma szanse na Boże miłosierdzie.

Niestety, w modernistycznym podejściu jest odwrócenie wektorów. Dla wielu współczesnych teologów najważniejszy jest Judasz, który się nie nawrócił, a nawet powiesił się w skutek rozpaczy. A przecież w tradycji chrześcijańskiej i Ojców Kościoła Judasz jest przykładem zdrady, zaprzaństwa i zła.

W ostatnich latach mamy jednak do czynienia z rehabilitacją Judasza. Już nie wydaje się on taki zły, próbuje się go za wszelką cenę zbawić, zgodnie z koncepcją, że „piekło jest puste”, czyli go po prostu nie ma.

A skoro go nie ma, więc i Judasza też trzeba zbawić, co powoduje, że mamy do czynienia z uniwersalizmem zbawienia. Każdy może być zbawiony, nawet bez nawrócenia”.

Czy taka interpretacja zmian w myśleniu o zbawieniu i miłosierdziu to wymysł Autora na potrzeby swojej powieści? Absolutnie nie! Nie kto inny, jak papież Franciszek powiedział podczas homilii dwa lata temu, iż najdoskonalszą zagubioną owcą jest Judasz!

Oto fragment tej homilii (przytoczone za “Franciszek: najdoskonalszą owcą zagubioną jest Judasz, Deon.pl):

– Kto nie zna czułości Boga, ten nie zna doktryny chrześcijańskiej – stwierdził papież. (…) Najdoskonalszą owcą zagubioną w Ewangelii jest Judasz: człowiek, który zawsze miał w duszy pewną gorycz, coś, co kazało mu krytykować innych, zawsze w dystansie.

Nie znał słodyczy bezinteresowności życia ze wszystkimi innymi. I zawsze, tak jak owa owca nigdy nie była zadowolona, podobnie i Judasz nigdy nie był człowiekiem zadowolonym! – uciekał.

Uciekał, bo był złodziejem, tego poszukiwał. Inni są osobami zmysłowymi, uciekając zawsze, bo w ich sercu jest owa ciemność, która oddziela ich od owczarni.

I mamy wówczas do czynienia z podwójnym życiem wielu chrześcijan, nawet musimy powiedzieć z bólem – księży, biskupów… A Judasz był biskupem, był jednym z pierwszych biskupów. Owca zagubiona, biedaczysko! – stwierdził Franciszek.

Nie sposób przejść nad tym obojętnie i nie zgodzić się z Lisickim, iż mamy do czynienia z niebezpiecznym relatywizmem etycznym i moralnym, i to lansowanym przez samego papieża, prowadzącym do banalizacji życia.

Bo jeśli wszystkie nasze problemy są rozwiązane przez nieskończone miłosierdzie Boże w tym nowoczesnym wydaniu, miłosierdzie, które dokonuje się bez naszego udziału, to nie ma sensu zmaganie się ze swoim grzechem, nie ma sensu cierpienie, nie ma sensu nawrócenie. A przecież miłosierdzie nie może dokonywać się z automatu, gdyż, jak słusznie zauważył Lisicki – byłoby to czymś, co unieważniałoby Bożą sprawiedliwość.

– Miłosierdzie Boże, ale rozumiane tradycyjnie, to prerogatywa Boga, który może człowieka zbawić, ale człowiek musi mu dać szansę poprzez dostrzeżenie swojego grzechu i pokutę.

A dziś, mam wrażenie, że ten ważny element prawa moralnego i sprawiedliwości ginie, i choć to nowocześnie rozumiane miłosierdzie Boga dla wielu „brzmi to dobrze”, to w rzeczywistości jest nieludzkie: nie ma dobra, nie ma zła, wszyscy są w jednym kotle – mówił Lisicki.

Gdzie w takim razie szukać nadziei? – zapytał jeden z uczestników spotkania. – Nadzieja tkwi w opisie rzeczywistości, która budzi opór, a jej źródłem jest prawda – odparł Lisicki.

Dlatego jeszcze raz zachęcam do przeczytania książki “Epoka Antychrysta”. Daje wiele do myślenia nad kondycją współczesnego człowieka oraz niepojącymi zmianami zachodzącymi w Kościoła, który – jak uważają niektórzy teologowie – powinien wyzwolić się z przeszłości i tradycji, a przy okazji pozbawić pamięci. Nawet o Bogu. A wtedy: hulaj dusza, diabła nie ma.


Paweł Lisicki, Epoka Antychrysta, Wydawnictwo Fabryka Słów 2018

Spotkanie zostało zorganizowane przez Księgarnię Wojskową im. Grota Roweckiego w Łodzi. Prowadził je łódzki dziennikarz, pisarz i bloger Janusz Janyst.

Po spotkaniu była też okazja do indywidualnej rozmowy i uzyskania autografu Autora.