„Fałszywi przyjaciele”, czyli dlaczego mylimy wyrazy?

Fałszywi przyjaciele

Hipokrates podzielił ludzi na flegmatyków i cholerników. Najwybitniejszym polskim satyrem był Krasicki. Miejsce przed sceną w teatrze antycznym nazywa się prosektorium. Czy rzeczywiście to chcieli powiedzieć autorzy tychże zdań?* Czy może na niewłaściwą drogę języka wprowadzili ich „fałszywi przyjaciele”?

Zacznijmy od wyjaśnienia kim, a właściwie w tym przypadku poprawniej będzie powiedzieć – czym oni są.

„Fałszywi przyjaciele”, czyli tzw. paronimy, to wyrazy mające podobne brzmienie, ale inne znaczenie. I właśnie to podobieństwo brzmieniowe – w podanych wyżej przykładach są to cholernik (użyte) i choleryk (powinno być użyte), satyr i satyryk, prosektorium i proscenium – sprowadza niektórych na językowe manowce, wywołując u odbiorcy wypowiedzi konsternację, a czasem po prostu śmiech.

Dlaczego mylimy podobnie brzmiące wyrazy? (czytaj też: Jak jedna mała literka czyni wielką różnicę)

Dlaczego zwodzą nas „fałszywi przyjaciele”?

Oto pięć powodów:

#1 Nie znamy dobrze znaczenia wyrazów, których używamy. Można powiedzieć, że gdzieś tam nam dzwoni, ale nie wiemy, w którym kościele.

#2 Mamy zbyt mały zasób słów, więc gdy przychodzi wypowiedzieć nam jakieś zdanie o rzeczach, stanach lub zjawiskach, o których zwykle się nie wypowiadamy, to korzystając z tego słownictwa, którym dysponujemy, łatwiej popełniamy błąd na zasadzie „podobnie brzmi, więc pewnie podobnie znaczy”.

#3 Nie myślimy, o czym mówimy – ze zdenerwowania, pośpiechu, lenistwa, zaabsorbowania innymi sprawami i całej masy innych, jakże zrozumiałych powodów.

#4 Popełniamy zwykłe przejęzyczenie, które może się zdarzyć każdemu, nawet najlepszemu i mającemu duże doświadczenie w konstruowaniu nawet skomplikowanych wypowiedzi oratorowi. Brzemienną w skutkach wpadkę językową zaliczył np. prezydent USA W. Bush, gdy w 2002 r. pomylił dwa terminy ekonomiczne: dewaluacja i deflacja, czym wywołał gwałtowną reakcję giełdy na całym świecie. Na szczęście chwilową.

#5 Popełniamy nie zwykłe przejęzyczenie, ale tzw. freudowską pomyłkę, co wg najbardziej znanego, ale też kontrowersyjnego psychoanalityka Zygmunta Freuda miało być wynikiem mimowolnego oddziaływania treści zepchniętych do podświadomości (oczywiście Freudowi wszystko kojarzyło się z seksie :-). Czy Freud miał rację, czy nie w sumie do tej pory tego naukowo nie udowodniono, ale zawsze możemy na sobie sprawdzić jego teorię. Jak? Zwracając np. uwagę czy, jak często i w jakich okolicznościach przejęzyczamy się i co te nasze „przejęzyczone” wyrazy znaczą. Ot, taka niewinna zabawa językiem.

“Fałszywi przyjaciele” są liczni

Ale oczywiście te wszystkie powody nie miałby znaczenia, gdyby nie to, że w ogóle jest bardzo dużo wyrazów podobnie brzmiących, które można pomylić. Tak dużo, że wystarczyło ich na cały „Słownik paronimów, czyli wyrazów mylonych” Małgorzaty Kity i Edwarda Polańskiego (Edwarda, nie Romana ;-).

Zachęcam do zajrzenia do tegoż słownika, wydanego przez PWN, mimo że po jego nawet pobieżnej lekturze język kołkiem staje w obawie, że się potknie.

A paniom efektowny makijaż niech zapewnią efektywne maskary marki Zenit**, by nie wyglądały jak maszkary. 😉

 

A Wy, jakie wyrazy mylicie i co myślicie o pomyłkach? 


* Cytaty ze wstępu zaczerpnięto ze wspominanego słownika.

** Nie znamy maskar marki Zenit, ale aparat fotograficzny już tak 🙂


Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.