Godzinki, bieg i radość o poranku

Godzinki, bieg i radość o poranku

Przybądź nam miłościwa Pani ku pomocy… – zabrzmiały mi w uszach Godzinki, gdy ruszyłam truchtem ku wschodzącemu słońcu, na twarzy poczułam jasność i ciepło, a w sercu radość.

I pomyślałam: Boże, dziękuję Ci, że chodzę, biegam, widzę, słyszę, czuję, doświadczam smutków i radości, dziękuję, że żyję. Tak po prostu.

W ten oto sposób przywitałam dzisiejszy dzień, choć to poniedziałek, a poniedziałków się nie cierpi, mój poranek był piękny.

Wstałam o szóstej i poszłam biegać, czego o tej porze i na swoim osiedlu nie robiłam jeszcze nigdy.

Z dyktafonu włączyłam sobie Godzinki, które od czasu pielgrzymek do Częstochowy po prostu uwielbiam, i zatopiłam się – w modlitwie w duchem, w wysiłku fizycznym ciałem.

Wystarczyło 20 minut, a w przeliczeniu na Godzinki – ich dwie trzecie, bym poczuła się lżej – w całości.

Ten poranek był zupełnie dla mnie nietypowy. Przynajmniej jak dotychczas, bo ostatnie kilka lat bywało trudnych, a ostatnie miesiące, a w zasadzie tygodnie nawet bardzo.

Ale to właśnie trudności powodują, że zastanawiamy się nad swoim życiem.

Ja też to czyniłam od jakiegoś czasu i efekt jest taki – zaszła we mnie zmiana. Nie będę opisywać w szczegółach – jaka, ale jej kierunek jest jasny – od chaosu ku porządkowi, od rozproszenia ku skupieniu, od wielości do tego, co rzeczywiście ważne.

A to wymaga pracy nad sobą.

I dziś był mój pierwszy dzień kolejnego etapu tej zmiany. I wiem, że dopóki żyjemy, możemy się zmienić. Dlatego dziękuję Ci Boże, że żyję.

PS. Poniżej mała galeria zdjęć z dzisiejszego poranka. Przyznam, że byłam zaskoczona, jak piękne mam miejsce – tuż pod moim blokiem – do aktywności fizycznej i duchowej kontemplacji.

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.