Kryzys blogerki – pisać, czy nie pisać?

Kryzys blogerki - pisać, czy nie pisać?

Piszę na blogu od roku. I mam kryzys egzystencjalny, czy jest w tym sens. Skąd to pytanie? Z doświadczenia, które zrodziło te wątpliwości.

Mój pierwszy blog nazywał się “Gdy zegary śpią, słowa odmierzają czas” (z sentymentu zamieściłam na tym blogu mój w ogóle pierwszy blogowy wpis pt. “Stało się. Zostałam blogerką“, by przypominał mi, od czego zaczynałam). Pierwszy blog prowadziłam na platformie blogowej, którą jednak zlikwidowano.

Wówczas to przeniosłam się na własną domenę i Wordpress-a i założyłam blog „W labiryncie medycyny”.

Jak sama nazwa wskazuje tematycznie dotyczył medycyny, zdrowia, chorób, a także opieki zdrowotnej oraz mojej ukochanej historii medycyny. Z racji tego, że jestem lekarzem, tematyka ta była i jest mi bliska.

I tu pojawił się problem, bo nie tylko to mnie interesuje i nie tylko jestem lekarzem.

Jestem także dziennikarzem i interesuję się polityką i bieżącymi wydarzeniami ważnymi społecznie. Jakby tego było mało, jestem też pisarką, więc i literatura nie jest mi obca.

I już wkrótce pojawił się problem i kryzys – jak pogodzić te zainteresowania (i kilka innych) z tematyką bloga medycznego, by rzeczywiście odzwierciedlał to, co wiem, a jednocześnie nie był tematycznym śmietnikiem. I wpadłam ma pomysł – jak nie jeden, to dwa… blogi.

I tak oto po ok. 3 miesiącach założyłam drugi blog, pod nazwą BlogPress, na którym początkowo pisałam głównie na tematy niemedyczne.

Oczywiście to spowodowało, że musiałam (chciałam?) prowadzić równolegle dwa blogi, co zajmowało mi dużo czasu, tym bardziej, że wciąż się uczyłam tej niełatwej, technicznej strony blogowania (wszystkiego musiałam nauczyć się sama i to od podstaw).

Niestety, wkrótce pojawił się kolejny problem – jak sensownie rozdzielać treści pomiędzy dwa blogi, kiedy wpis w miarę pasuje i tu, i tu? To był naprawdę dylemat. Z każdym miesiącem czułam, że coraz bardziej się rozpraszam – zarówno co do tematów, jak i czasu i oczywiście czytelników.

I wreszcie byłam tym tak zmęczona, że pod koniec ubiegłego roku zdecydowałam, że zostanę przy jednym blogu, przy BlogPress (obecnie M’BlogPress), na którym spróbuję tak pogrupować treści w kategorie, by nie było miszmaszu, ale jednocześnie by każdy znalazł coś dla siebie.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam i w jeden dzień połączyłam treści dwóch blogów (cześć wpisów jednak wyrzucając) i blog „W labiryncie medycyny” zlikwidowałam.

Poczułam ulgę i spokój – myślałam sobie, no, teraz skupię się na tym jednym blogu i czekam mnie świetlana przyszłość. Trwało to jednak zaledwie kilka tygodni, gdyż znów dopadły mnie wątpliwości.

Mianowicie zauważyłam, że to, co robi mi największe statystyki – czyli wpisy dotyczące kwestii politycznych lub wydarzeń blisko związanych z polityką (szczególnie jeśli są kontrowersyjne), stanowią jednocześnie dla bloga największe obciążenie. Mianowicie zniechęcają do czytania go tych, którzy byliby zainteresowani tematyką inną niż polityczna.

I tak oto po roku blogowania doszłam do punktu wyjścia, czyli dwóch kluczowych pytań: O czym ma być mój blog? Dla kogo on ma być? To oczywiście zrodziło we mnie zniechęcenie i rzeczony kryzys, bo skoro do tej pory tego nie wiem, to chyba coś jest nie tak, więc może to całe blogowanie jest nie dla mnie.

A jednak szkoda by mi było już dziś powiedzieć sobie – dość, kończę z tym. Zanim więc to zrobię (a może jednak nie zrobię?), to jako lekarz dokonam diagnozy swojego „blogostanu”, czyli spróbuję odpowiedzieć na pytanie: co i dlaczego się wydarzyło, że jestem mam blogowy kryzys?

A oto moje wstępne ustalenia:

#1 Popełniłam pierwszy błąd, chcąc pisać o wszystkim, co wiem, bo przy moich różnorodnych zainteresowaniach robi się z tego niezły bałagan. A potem wiele czasu marnuję na porządkowanie tego tematycznego rozgardiaszu, zamiast pewne rzeczy po prostu wyrzucić, czyli o nich nie pisać. Bo nie o wszystkim trzeba pisać, gdyż – jak ostatnio powiedział mi mój syn, gdy zwierzyłam się ze swoich rozterek – życie, a więc także blogowanie, jest sztuką wyboru.

#2 Popełniłam drugi błąd, pisząc na blogu o sprawach, które z natury rzeczy mają raczej charakter dziennikarski i to w wydaniu informacyjnym – dziś są ważne, jutro już nie. Blogowanie jednak powinno nieść treści bardziej uniwersalne, takie, do których można wrócić po jakimś czasie i wciąż znajdować w nich coś ciekawego. W dziennikarstwie też jest taki obszar – to reportaż, który niezwykle mnie fascynuje, bo na przykładach doświadczeń konkretnych osób, pokazuje bardziej uniwersalne mechanizmy działania ludzi, organizacji, systemu itd.

#3 Popełniłam trzeci błąd, zdradzając swoją bardziej refleksyjną naturę na rzecz kreowania się jako osoby zdecydowanie pragmatycznej. To nie znaczy, że taka w ogóle nie jestem. To tylko oznacza, że w sercu i duszy bardziej grają mi rozważania nad wartościami, ideami, metafizyczną i emocjonalną stroną człowieka i wydarzeń, niż skupianie się tylko na działaniach typowo praktycznych lub politycznych nawalankach.

Kryzys i co dalej?

Myślę, że na razie czeka mnie duże, wiosenne sprzątanie mojego bloga, a może nawet remont, wręcz przebudowa. Oczywiście „na planie” mojej rzeczywistej natury i sztuki wyboru. Życzcie mi więc powodzenia.

A czy przestanę blogować? Tego jeszcze nie wiem, choć mam nadzieję, że nie. Bo wiem, ile jest jeszcze ciekawych tematów we mnie, którymi chcę się z Wami podzielić.

***

A Wy, czy mieliście kiedyś kryzys w blogowaniu? Z czego on wynikał i jak sobie z nim poradziliście?

 

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.