Książki o zdrowiu i czytanie dla zdrowia

Książki o zdrowiu i czytanie dla zdrowia

Szlachetne zdrowie, Nikt się nie dowie, Jako smakujesz, Aż się zepsujesz – pisał Jan Kochanowski we fraszce „Na zdrowie”. Jako że od tamtego czasu upłynęło prawie 500 lat, to i wiele się zmieniło w naszym życiu codziennym i w medycynie.

Choć wciąż narzekamy, że zbyt mało dbamy o swoje zdrowie i z profilaktyką bywa krucho, to z pewnością świadomość zdrowotna i poziom wiedzy w społeczeństwie na temat zdrowia wzrósł znacznie. I coraz więcej ludzi jest tą wiedzą zainteresowanych.

To stąd m.in. bierze się coraz większa poczytność rożnych popularnych wydawnictw książkowych na temat zdrowia, chorób, stylu życia itd., które można zaliczyć do poradników zdrowotnych, a których tytuły często zaczynają się od „Jak…”.

Np. jak schudnąć, jak się odżywiać zdrowo, jak rzucić palenie, lub pytaniem – na które odpowiedź może być tylko twierdząca – wskazującym bezpośrednio na potrzebę, np. „Chcesz schudnąć? Powiemy ci, jak to zrobić”, itd.

I dobrze, że takie poradniki w ogóle są, ale niedobrze, że bywają też marnej jakości, gdyż np. z rzetelną wiedzą nie mają wiele wspólnego lub stanowią powielenie praw oczywistych. Tyle że ubranych w atrakcyjne szaty tych wszystkich zachęt i motywacji – że coś można osiągnąć np. w 5 dni (a w rzeczywistości wymaga miesięcy). Albo np. w 12 krokach (liczba „magiczna” w wielu poradnikach, wzięła się chyba z 12 kroków wychodzenia z uzależnienia) – czyli generalnie szybko, łatwo i przyjemnie.

I jak tu nie kochać takich poradników, które tak nas kochają, że nie wymagają od nas nic, tylko tego, by je kupić, przeczytać, zastosować i rezultat gotowy.

A potem, jako że wobec braku takowych, rozczarowanie jest niemal pewne, sięgamy po kolejny cudowny poradnik, z takim samym zapałem wydajemy następne 30-50 zł i znowu nic.

Choć – tak na marginesie i półżartem –  faktem jest, że w przypadku, gdy chcemy schudnąć, jeśli całą kasę wydamy na poradniki, to na jedzenie już nie zostanie i jakiś efekt tego może być.

Powiecie, że się czepiam poradników, że pewnie, jako lekarz, chciałabym, abyście byli chorzy i przychodzili do mnie, by płacić za wizytę. I tu was rozczaruję – nic z tych rzeczy.

Po po pierwsze nie mam prywatnej praktyki lekarskiej, a po drugie – i to jest ważniejsze – nie czepiam się poradników jako takich, tylko tych, które składają obietnice bez pokrycia i dają złudną nadzieję, że trwały efekt tak głęboko dotykającej całego naszego życia zmiany, jakim jest zmiana stylu życia, może się odbyć bez żadnego wysiłku z naszej strony i bez porażek.

Hm – powiecie – że nie brzmi to zachęcająco, by coś w sobie zmienić, a przecież czas akurat mamy taki, że podejmujemy kolejne noworoczne obietnice poprawy, więc lepsza byłaby jakaś dobra motywacja, by w nich wytrwać.

No cóż, nie dam wam prostego przepisu na silną wolę, wytrwałość, konsekwencję – takie poradniki też są.

Ale zaproponuję coś innego – odłóżcie poradniki i… czytajcie literaturę! Tak, literaturę!

Jak wykazały bowiem badania, i to naukowe, czytanie sprzyja zdrowiu. W jaki sposób?

Dość ciekawie i syntetycznie podsumował to Marek Matczak w artykule pt. “Czytanie książek. Siedem korzyści dla zdrowia”, opublikowanym na portalu Serwis Zdrowie – PAP,  więc odsyłam Was do tegoż artykułu. Warto na spokojnie przeczytać i przemyśleć.

Ja do tego, co napisał autor, dodałabym jeszcze jedną ważną kwestię. Czytając, np. powieści, spotykamy się w nich z postaciami literackimi, które mają swoje problemy, i bywa że odnajdujemy w nich swoje własne, które chcemy od dłuższego czasu rozwiązać.

Świat fikcji pozwala na „testowanie” różnych rozwiązań i może się okazać, że po przeczytaniu książki zakrzykniemy: „Eureka! Wiem, co i jak zrobić”.

Czy to oznacza, że nie mamy sięgać już po żadne poradniki zdrowotne? Oczywiście, że nie. Ale podchodźmy ostrożnie do zawartych w nich „prawd objawionych” o zdrowiu i sposobach jego szybkiej poprawy, bo choć kreują się one fakty, to właśnie często są fikcją.

A na ten Nowy Rok 2019 życzę Wam wielu cudownych książek i zdrowia oczywiście!


PS. Drodzy Czytelnicy, chciałam Was też namówić do podzielenia się, z jakich poradników korzystaliście/korzystacie, co w nich jest dobrego, a co nie, jakie są Wasze doświadczenia z tego typu książkami. Być może któreś szczególnie polecacie i cenny byłby Wasz komentarz – dlaczego. Ja także co jakiś czas napiszę na blogu recenzję wybranego poradnika. 

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.