Łódzcy narodowcy przeciwko żydowskim roszczeniom

Łódzcy narodowcy przecow żydowskim roszczeniom

NIE! dla żydowskich roszczeń – pod takim hasłem przed łódzką siedzibą Prawa i Sprawiedliwości odbyła się wczoraj (7 marca) pikieta zorganizowana przez Klub im. Romana Dmowskiego i Akcję Narodową.

Jak tłumaczyli organizatorzy, celem wydarzenia było zaprotestowanie przeciwko bezprawnym, żydowskim roszczeniom majątkowym wobec Polski oraz przeciwko złej w tym zakresie polityce PiS i bierności rządu polskiego, który nie dostrzega problemu.

– Do tego, że jesteśmy tutaj i musimy bronić naszego narodu i naszego państwa przed bezpodstawnymi, żydowskimi roszczeniami majątkowymi wobec Polski, doprowadziła bezalternatywna polityka zagraniczna rządu PiS-u – powiedział Jan Waliszewski z Klubu im. Romana Dmowskiego.

Jak zaznaczył, jeśli polska polityka zagraniczna PiS jest bezwarunkowo antyrosyjska, to w konsekwencji jest bezwarunkowo proamerykańska, co doprowadziło do uchwalenia amerykańskiej ustawy 447, której wykonania Amerykanie zażądali podczas konferencji antyirańskiej w Polsce.

– Dlatego tutaj jesteśmy i dlatego mobilizujemy opinię publiczną – dodał Waliszewski.

O obawach, czy sytuacja w Polaków nie stanie się podobna do sytuacji Palestyńczyków w kontekście żydowskich roszczeń, mówił natomiast Marcin Makowski z Akcji Narodowej.

– Sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia w Polsce, niebezpiecznie zmierza do restytucji wpływów żydowskich, a jak one wyglądają, to najlepiej widać w Palestynie. Po imigracji syjonistów miejscowa ludność palestyńska została de facto całkowicie wysiedlona i w dużym stopniu wręcz wyeksterminowana – tłumaczył Makowski, który zawiązał także do sytuacji Polski z II RP.

Jak stwierdził, Żydzi wówczas mówili do Polaków: „wasze ulice, nasze kamienice”.

– Nie chcemy, by to się miało tak zakończyć – dodał Makowski.

Podkreślił jednocześnie, że należy mieć z Żydami i Izraelem dobre stosunki, ale nie za wszelką cenę.

– Nie możemy być w sytuacji, kiedy my, jako naród, jesteśmy regularnie posądzani przez środowiska żydowskie, z niewielkimi dementi ze strony niektórych sprawiedliwych Żydów, o antysemityzm, o współudział w holokauście, kiedy uważa się nas za morderców – mówił Makowski.

I jak dodał, pikieta odbywa się pod siedzibą PiS, gdyż „hipokryzja tej partii polega na tym, że opłaca pseudohistoryków żydowskich takich jak Gross, Grabowski, Alina Cała, ludzi, którzy wybiórczo stosują źródła histeryczne i którzy nie potrafią obiektywnie ocenić sytuacji i którzy nam, Polakom, którzy nigdy nie podjęliśmy, może poza pojedynczymi osobami, które w każdym narodzie i w każdym kraju zawsze i wszędzie będą się zdarzać, zarzucają współpracę w celu eksterminacji Żydów”.

– Tego typu pomówienia mają na celu uruchomienie przedsiębiorstwa holokaustu, o czym swego czasu pisał Norman Finkelstein, Żyd. My musimy wiedzieć, że Amerykanie będą popierać te nieuprawnione roszczenia, gdyż środowiska żydowskie mają w stanach olbrzymie wpływy – tłumaczył Makowski.

I jak dodał, ponieważ skłóciliśmy się ze wszystkimi, ostatnio także z Iranem, to zostaliśmy teraz sami.

– Jesteśmy dziś w sytuacji chłopca do bicia i stąd nasz protest – mówił Makowski.

Ale jak też zaznaczył, jest to problem skomplikowany, który wymaga rzetelnej dyskusji i rozmowy.

– Proszę więc nie traktować naszego zgromadzenia, jako wykrzykiwanie haseł, ale jako wyrażenie zaniepokojenia aktualną sytuacją Polski – podkreślił.

O tym, jak w sytuacji nagonki Izraela na Polskę powinien się zachować rząd PiS, mówił natomiast Wojciech Bardowski z Narodowego Frontu Polski. Wskazał on, że należałoby wydalić dyplomatów izraelskich, zamknąć muzea, w których szerzy się antypolonizm, oraz zbojkotować firmy i produkty izraelskie.

– Za to plucie na Polskę, za tę ich fałszywą uległość wobec Izraela odpowiedzialny jest PiS – dodał Bardowski.

Ze względu na datę, w której odbyła się pikieta, była ona też okazją do wskazania na brak rozliczeń zbrodni komunistycznych w Polsce.

– Wtedy, kiedy Polacy są wzywani do kajania się za wydarzenia marcowe, warto przypomnieć, że wówczas Polskę opuściło co najmniej kilkuset nieukaranych stalinowskich zbrodniarzy pochodzenia żydowskiego, przede wszystkim członków aparatu represji, czyli informacji wojskowej i urzędu bezpieczeństwa. Jednym słowem zbrodnie komunistyczne w Polsce pozostały nieukarane – mówił Waliszewski.

Na koniec spotkania padło też zawołanie: „Stefan Michnik do więzienia”.

– Stanęliśmy dziś w obronie polskiej racji stanu, polskiej własności, polskiego stanu posiadania – zakończył pikietę przewodniczący zgromadzenia.

Choć pikieta nie był zbyt liczna – przybyło na nią kilkadziesiąt osób, to nie obyło się bez drobnego incydentu. Po przeciwnej stronie ulicy Piotrkowskiej stanęła grupka osób z białymi różami w rękach, związanych z Obywatelami RP, którzy w ten sposób protestowali przeciwko pikiecie. W pewnym momencie jednak do pikietujących wyszła jedna z pań z kartonem w ręku z napisem „Stop! dla mowy nienawiści” i zaczęła coś wykrzykiwać. Wywiązała się mała, aczkolwiek niegroźna przepychanka, natychmiast pojawił się patrol policji, który opanował sytuację.

***

Choć, jak napisałam, spotkanie nie zgromadziło zbyt wielu osób i słowa organizatorów pikiety były wyważone, to czuło się duże emocje tak po jednej, jak i po drugiej, mniej licznej, ale chętnej do konfrontacji stronie.

Moim zdaniem obaw niektórych środowisk przed roszczeniami żydowskimi nie da się załatwić ani przemilczaniem problemu, ani udawaniem, że go nie ma, bądź bagatelizowaniem go. Gdy już po pikiecie zapytałam przewodniczącego spotkania, jakie są ich oczekiwania wobec rządu, odpowiedział wprost:

Oczekujemy konsekwentnych działań politycznych sprzeciwiających się roszczeniom, gdyż najgorsze jest milczenie, które uspokaja opinię publiczną, a środowiskom żydowskim daje podstawę do twierdzenia, że roszczenia są słuszne, a nie są.

Czy opinia publiczna jest już „uspokojona”? Myślę, że mamy bardzo niebezpieczny stan społecznej umysłowości: połączenie braku wiedzy na temat roszczeń i ich skutków dla Polski i Polaków oraz wewnętrznego oporu, by tę wiedzę zdobyć, który wynika zaimplementowanej nam obawy, że wyjdziemy na antysemitów.

To się dało wczoraj wyczuć, gdy w pewnym momencie do pikietujących podeszła dość młoda kobieta i powiedziała, że jest przerażona tym spotkaniem, ale na pytanie dlaczego, nie była w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi i jednocześnie nie chciała też nic się dowiedzieć na temat roszczeń.

Czy obawa przed oskarżeniami o antysemityzm może tak nas sparaliżować, że oddamy wszystko, co mamy, byle mieć “święty spokój”? Jeśli tak, to byłby to najczarniejszy scenariusz.  

PS. Nie było nikogo z ani z telewizji publicznej, ani z dużych mediów. Pytanie – dlaczego?

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.