Historia jednego donosu

Historia jednego donosu

Dziesięć lat. CBA, prokuratura, aresztowanie, straszenie, inwigilacja, przeszukania, utrata pracy, kreowanie w mediach wizerunku przestępcy, wreszcie sąd. Cztery zarzuty, ponad 80 rozpraw, więcej niż 100 świadków. I oskarżony: Krzysztof Wąsowicz, w latach 2003-2009 prezes spółki MPK-Łódź, którą wyprowadził z zapaści i sprawił, że zaczęła zarabiać.

Pokazał, że można było zrealizować trudną inwestycję – Łódzki Tramwaj Regionalny – taniej o kilkadziesiąt milionów zł. Komuś się to nie spodobało. Ktoś doniósł. Ktoś wykorzystał. Także politycznie.

– Moja historia, to przykład „układu zamkniętego”, w którym dla zniszczenia człowieka, który jest spoza układu i nie chce w niego wchodzić, wykorzystuje się pomówienia, polityczne powiązania i wymiar sprawiedliwości – mówi Wąsowicz, którego sprawa znajdzie dziś prawdopodobnie swój finał przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi.

A jak to się zaczęło?

MPK-Łódź – początek sprawy

A zaczęło się 15 września 2008 r. Dariusz Joński i Jarosław Berger, wówczas radni SLD, złożyli do CBA zawiadomienie „o prawdopodobnych nieprawidłowościach przy budowie Łódzkiego Tramwaju Regionalnego”. Nie działali sami z siebie. Wcześniej skontaktował się z nimi przedsiębiorca – były pracownik MPK, którego spółka wygrała przetarg na budowę dwóch z pięciu odcinków ŁTR.

Niedługo po rozpoczęciu prac pojawiły się jednak problemy z wykonaniem umowy. Występowały niedoróbki, pojawiły się opóźnienia, a przedsiębiorca zaczął domagać się pieniędzy za prace nieobjęte umową.

– Udaremniłem mu wyłudzenie od MPK 38 milionów złotych za roboty dodatkowe w ramach prac torowo-sieciowych. Nie mógł się z tym pogodzić, poszedł do lewicowych radnych i rzucił fałszywe oskarżenia, ci je podchwycili i zgłosili do CBA – tłumaczy Wąsowicz.

Zawiadomienie dotyczyło wpierw Jarosława Malca, współpracownika Wąsowicza, który był prokurentem MPK i miał jakoby powiązania z firmami, które wygrywały przetargi. Malec wytoczył Bergerowi i Jońskiemu proces cywilny, przedstawiając dowody na nieprawdziwość oskarżeń, ale na dzień przed rozprawą CBA zatrzymało Malca i Wąsowicza.

Ten trafił do aresztu. Tym razem pod zarzutem przyjęcia łapówki za jakoby ustawiony przetarg przy budowie ŁTR. Wręczającym łapówkę miał być nie kto inny jak przedsiębiorca. On też stał się głównym świadkiem oskarżenia.

Winny czy niewinny?

O niewinności Wąsowicza przekonany jest radny PiS Włodzimierz Tomaszewski, pierwszy wiceprezydent Łodzi za czasów Kropiwnickiego.

– Osadzenie w więzieniu Wąsowicza uważam za jeden z największych łódzkich skandali, z polityką w tle. Twierdzę tak, ponieważ znam doskonale realia funkcjonowania łódzkiego MPK. Ten skandal niesie za sobą olbrzymie rachunki krzywd – mówił wielokrotnie i i podkreślał, że jest to przykład absurdalnego karania kogoś za gospodarność.

Szerzej całą sprawę widzi też Wąsowicz.

– Od początku miała ona charakter prowokacji. Za pomocą pomówienia, była nakierowana na doprowadzenie – przy wykorzystaniu organów ścigania prowadzących postępowanie z doniesienia na zlecenie lobby polityczno-biznesowego środowisk przeciwnych ówczesnemu prezydentowi Łodzi Jerzemu Kropiwnickiemu – do zmian w zarządzie MPK. Chodziło o przejęcie władzy i wpływów w mieście, w tym w szczególności w obszarze komunikacji. Atak na mnie był jedynie środkiem. Moje działania gospodarcze w ramach MPK spowodowały naruszenie wcześniej dobrze ulokowanych interesów – wyjaśnia Wąsowicz.

Co na to sąd?

Pierwszy wyrok zapadł 29 czerwca 2012 r. przed Sądem Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia i dotyczył wątku korupcyjnego. Sąd nie miał wątpliwości – Wąsowicz i Malec byli niewinni. Ich wyjaśnienia sąd przyjął jako wiarygodne w całości. Natomiast zeznania przedsiębiorcy – świadka oskarżenia uznał za całkowicie niewiarygodnie i mające charakter pomówienia.

Uzasadnienie wyroku było miażdżące. „W żadnej mierze nie można było dać wiary zeznaniom świadka (…) – pisał sąd – bowiem jako nielogiczne, niespójne, wewnętrznie sprzeczne, niekonsekwentne i sprzeczne z obiektywnymi dowodami na wiarę zwyczajnie nie zasługują”.

Mimo to prokuratura wniosła apelację. Jednak 9 maja 2013 r. Sąd Okręgowy w Łodzi uznał ją za bezzasadną „w sposób oczywisty” i utrzymał w mocy wyrok uniewinniający. Co ciekawe, w uzasadnieniu zwrócił uwagę na dążenie prokuratury do „podbudowania wiarygodności zeznań świadka (…)” poprzez odwoływanie się do okoliczności niezwiązanych z zarzutem korupcyjnym.

– Uniewinnienie spowodowało, że prokuraturze posypała się cała sprawa. Gdybym został uznany za winnego przyjęcia łapówki, można by mnie znowu wsadzić i podważyć wiarygodność zeznań w toczącej się wówczas nadal sprawie o działanie na szkodę spółki MPK, niedopełnienie obowiązku informacyjnego oraz wyrządzenie spółce znacznej szkody majątkowej – tłumaczy Wąsowicz.

W zakresie tych zarzutów sprawę prowadził Sąd Okręgowy w Łodzi IV Wydział Karny. W latach 2013-2017 odbyły się 74 rozprawy i przesłuchano ponad 100 świadków.

– Bywali tacy świadkowie, którzy zupełnie nie wiedzieli, dlaczego zostali wezwani. I takie przesłuchania, podczas których wywierano presję, by odpowiadali zgodnie z przyjętą przez prokuraturę tezą. Chodziło o to, by za wszelką cenę udowodnić mi winę – mówi Wąsowicz.

Wyrok ogłoszono 17 lutego 2017 r. W zakresie dwóch zarzutów, tj. działania na szkodę spółki MPK oraz spowodowania spółce znacznej szkody, Wąsowicz został uniewinniony.

W zakresie zarzutu, że będąc prezesem spółki i składając wnioski o płatność do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego „wbrew ciążącemu obowiązkowi nie powiadamiał o powstaniu sytuacji mogącej mieć wpływ na ograniczenie udzielonego wsparcia finansowego”, został uznany winnym i skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności.

Co dalej?

Od tego wyroku Wąsowicz się odwołał, wskazując na m.in. na błędną ocenę dowodów. Dziś prawdopodobnie zapadnie ostateczne orzeczenie sądu w tej sprawie. Na dziś też przed sądem konferencję prasową zwołał Tomaszewski.

– Prawdziwi oszuści są bezkarni, a ludzie uczciwi i gospodarni 10 lat tłumaczą się z tego, że przysporzyli Miastu i MPK korzyści na co najmniej 70 mln zł – tłumaczy powody dalszego zajmowania się tematem.


Tekst ukazał się w Gazecie Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki, w wydaniu z 16 września 2018 r.

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.