Powyborcze refleksje, czyli strzeżmy się fałszywej miłości

Powyborcze refleksje - czyli trzeżmy się fałszywej miłościzwej miłości

Kolejne wybory za nami, ale nie o polityce chcę pisać, ale o fałszywym nawróceniu i fałszywej miłości.

Fałszywym nawróceniu i takowej miłości tych, którzy jeszcze do niedawna, dosłownie godziny przed ciszą wyborczą z taką ochotą, werwą, zapamiętaniem i nienawiścią szydzili ze zwykłych Polaków, z wiary, z Kościoła, z Boga. Czego dobitnym przykładem jest Trójmiejski Marsz Równości w Gdańsku, jaki odbył się 25 maja, podczas którego malunek waginy na transparencie symbolizował Najświętszy Sakrament, a odegrana przez uczestników marszu scenka była obrazoburczym naśmiewaniem się z procesji Bożego Ciała i katolików.

Ale nie tylko o tym myślę.

Myślę też o tych pożal się Boże aktorach-celebrytach, którzy z ludźmi kultury – w tym dwojakim znaczeniu – mają dziś niewiele wspólnego, jak np. pani Janda, która wyśmiewa się z pobierających świadczenia ludzi.

Mam tu na myśli działaczy różnych organizacji, jak np. pana Jażdżewskiego z Liberté!”, który 3 maja na UW wygłosił antykościelny i obrażający katolików wykład.

Mam na myśli tych wszystkich dziennikarzy typu pan Lis i jemu podobnych, np. pana Żakowskiego, który nie tak dawno nawoływał do wojny religijnej w Polsce.

Tych nowowyświeconych (to nie literówka) polityków, jak prezydent Gdańska pani Dulkiewicz, dla której do pewnego momentu gdański marsz był marszem miłości.

Mam tu na myśli całą rzeszę innych wyznawców modnego, po tzw. postępowej stronie jaśnie oświeconych, trendu – walki “ulicą i zagranicą” z ciemnogrodem, moherami, pisowską szarańczą, sektą smoleńską itd.

I gdy tak o nich wszystkich myślę, to widzę, że padł na nich blady strach, a twarze zastygły w niedowierzaniu – jak to? Przegraliśmy? My, nowocześni, postępowi, wykształceni, my – ze świecznika, my – elita narodu, my – jedyni obrońcy konstytucji? My? Jak to możliwe???

I oczywiście wyjaśnień po ich stronie pojawia się kilka.

A to że pisowski lud został przekupiony – czyli mamy narrację merkantylną.

A to że TVP sieje tępą propagandę i zatruwa umysły ludu – więc mamy narrację propagandową.

A to że na PiS głosowali niewykształceni i chłopy ze wsi, czyli nic nierozumiejący – mamy więc narrację „na głupca”.

I jeszcze kilka innych narracji, tworzonych po to, byle tylko odsunąć od siebie myśl, że ich KE przegrała, bo zwyczajnie nie miała żadnego programu, a jej poplecznicy poszli po bandzie i przekroczyli wszelką kulturową miarę, i na różne – możliwe i niewyobrażalne wcześniej sposoby – wyszydzili ludzi, do których teoretycznie chcieli trafić, by przynajmniej nie głosowali na PiS.

A teraz przegranych obleciał strach, ale co ciekawe, niektórych popleczników sprowokował nawet do publicznej refleksji, że może jednak tego wyśmiewania się z wsiochów, katoli i moherowych babć było za dużo.

Że w zasadzie te 500 plus nie jest może takie złe, bo jednak przynajmniej niektórym pozwoliło odzyskać ekonomiczną godność, że w sumie trzeba choć trochę uszanować, że Polska jeszcze dziś jest bardziej konserwatywna niż postępowa. Itede, itepe i kukuryku.

Kukuryku, bo to jest zatrważające, podwójnie zatrważające.

Pierwsze zatrwożenie – do jakich jeszcze działań może się posunąć opozycja i jej wszelkiej maści wspieracze w politycznej walce z PiS, a przede wszystkim z jego wyborcami (zaraz mamy przecież wybory do polskiego parlamentu), by wygrać jesienne wybory?

Przyznam, że aż starach pomyśleć, co się może wkrótce zacząć dziać.

I drugie zatrwożenie – jak wiele jest fałszu po stronie tych wszystkich „mądrych, wykształconych z dużych miast i ekranów telewizora”.

Bo te głosy świadczące o jakieś refleksji: co my robimy? są tylko i wyłącznie efektem strachu, że tyle nienawiści poszło na marne i nie przyniosła ona upragnionego zwycięstwa.

Więc skoro nie nienawiść, to co może przynieść zwycięstwo, choćby po trupie jakiegokolwiek morale?

Oczywiście, skoro są „mądrzy, wykształceni i z dużych miast” to szybko skalkulowali – od teraz siejemy wśród pisowskich moherów i katoli miłość i zrozumienie, czego spektakularnym wyrazem jest – warto zaznaczyć, że napisany już po wszczęciu przez prokuraturę śledztwa – list Dulkiewicz, jak to ona czuje się jednak tym marszem równości obrażona.

I nie byłoby w tym „nawróceniu” nic złego, gdyby nie to, że to fałszywka.

Że to tylko chwilowa zmiana frontu, by osiągnąć cel – zwycięstwo w wyborach, a potem zniszczyć ten „głupi, pisowski lud”, a Polskę uczynić „wolną i postępową” pod tęczową flagą.

I właśnie to zakłamanie jest w sumie najbardziej zatrważające.

Bo na plucie i obrażanie, myślę, że wielu z nas, dla których tradycyjne wartości są ważne, dla których ważny jest zwykły człowiek, już jest psychicznie przygotowanych. W pewnym sensie jesteśmy nawet na tę nienawiść uodpornieni.

Ale na fałszywą miłość jeszcze nie. Bo wierzymy, że człowiek może się nawrócić, wręcz chcemy tego.

Tylko że w polityce tak to nie działa. Niestety.

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.