Profesjonalnie, na trzeźwo i bez komplikacji

Profesjonalnie, na trzeźwo, bez komplikacji

Poezję piszę od zawsze, prozę od kilkunastu lat, tekst, który miał okazję stać się tekstem kabaretowym, napisałam ponad rok temu po raz pierwszy. I jak na razie ostatni.

Ponieważ został odegrany na deskach, a jakże, lekarskiego kabaretu OIL-Bąk, dziś już mogę podzielić się nim na blogu.

Oto on:

Profesjonalnie, na trzeźwo i bez komplikacji

Byłem już wtedy dobrze po setce, gdy zaproponowano mi następny. Pewnie myślicie, że o kieliszku wódki mówię, że jestem pijakiem? Muszę was rozczarować, ja wcale nie piję. Jestem abstynentem. Z wyboru i konieczności.

Byłem już wtedy dobrze po setce ślubów, gdy zaproponowano mi następny. Znowu miałem być świadkiem. Świadkowanie na ślubach to moja życiowa misja i zawód. Z wyboru. Na wizytówce mam napisane: świadek zawodowy – profesjonalnie – zawsze na trzeźwo – bez komplikacji.

Pewnie dlatego mam dużo zleceń. I okazji, by w tym jednym najważniejszym dniu, jak w soczewce, dostrzec, jak będzie wyglądać całe życie młodej pary. Ja, będąc trzeźwym, dostrzegam to, czego nie widzą inni – ani nowożeńcy, ani goście.

Gdy zaproponowano mi następny ślub, musiałem jednak odmówić. Ten dzień miał być wyjątkowy – dla mnie. Tym razem to ja miałem wystąpić w nowej dla mnie roli – pana młodego. Postanowiłem zrobić to profesjonalnie, na trzeźwo i bez komplikacji.

Gdy składałem przysięgę, nie drżał mi głos. Wiedziałem, co zrobić, by żona nigdy nie mogła mi zarzucić kłamstwa.

Gdy tańczyłem z nią pierwszego walca, nie plątały mi się nogi. Wiedziałem, co robić, by leżąc u stóp żony, nie dać się podeptać kobiecej przewrotności.

Gdy kroiliśmy weselny tort, nie bałem się połyskującego groźne ostrza noża. Wiedziałem, co zrobić, by nie dać sobie krwi utoczyć i jeszcze dla żony być opatrunkiem na zranienia życia.

Gdy jednak miałem ją wziąć w noc poślubną – stanęło mi. Stanęło mi przed oczami całe moje przyszłe życie. I nic więcej. Widziałem po moim najważniejszym dniu, jak w soczewce, jak będzie ono wyglądać.

– Nie mogę, kochanie – powiedziałem do rozpalonej żony. – Jednak nie mogę. Nie chcę być do końca życia świadkiem naszego małżeństwa. Jutro weźmiemy rozwód: profesjonalnie, na trzeźwo i bez komplikacji.

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.