Rzeczy zagubione, rzeczy znalezione

Rzeczy zagubione, rzeczy znalezione

Pistolet hukowy Marko RK-95, koło dojazdowe, ekspres do kawy, glukometr, procesor w kopercie i… deska klozetowa. Co łączy te tak różne i niepasujące do siebie rzeczy?

Miejsce. Biuro Rzeczy Znalezionych w Łodzi. To tu ludzie przynoszą to, co znajdą, gdy inni zagubią. Przez roztargnienie, pośpiech, nieuwagę.

Drugie piętro budynku dawnego pałacu ślubów przy Piotrkowskiej 153. Pokój 204. Szafa pancerna. Tu leżą rzeczy zagubione – w tramwajach, autobusach, na przystankach, na chodniku, pod sklepem, pozostawione na ławce w parku, na parapecie w jakiejś instytucji lub każdym innym miejscu publicznym.

Ktoś je zgubił, ktoś inny zechciał je odnieść. Do biura, by wróciły do właściciela.

Rzeczy różne, czasem bardzo…

Czasem bywają wartościowe, jak np. złoty sygnet czy pierścionek, a czasem mają tylko (a może aż?) wartość sentymentalną, jak choćby zdjęcie – kogoś bliskiego?

Są też takie, których zagubienie może sprawiać kłopot, bo jak wrócić po pracy do domu, gdy zagubi się klucze do samochodu – bywa że z pilotem?

I są takie, które właściciel może dostał od kogoś w prezencie, np. z okazji ślubu, jak choćby zegarek na rękę. Czy pokazuje on tylko szczęśliwe godziny?

W biurze są też torby, worek z butami i same buty, reklamówka z grą, plecak z książkami i bez książek. Ubrania i kosmetyki. Ale najwięcej jest telefonów komórkowych, portfeli i różnych etui.

Do szafy pancernej z pewnością nie mieści się rower – niebieski i wózek. Każda rzecz, mała czy duża, to kawałek czyjegoś życia. Ot, choćby takie skierowanie do lekarza – jak długo pacjent będzie czekał na wizytę? Albo wyniki badań – dobre są, czy złe? Jest też nawet cała dokumentacja medyczna – historia choroby jak historia życia.

Tylko w ciągu siedmiu miesięcy tego roku do Biura Rzeczy Znalezionych prowadzonego przez łódzki magistrat oddano 592 różne przedmioty. W roku ubiegłym było ich 690. Wszystkie czekają na swojego właściciela.

Co do zasady rok od dnia doręczenia mu wezwania do odbioru, a w przypadku niemożności wezwania z racji braku wiedzy, kto nim jest, w ciągu dwóch lat od dnia znalezienia rzeczy. Tylko dokumenty, których też jest dużo: dowody osobiste, paszporty, także cudzoziemców, prawa jazdy odsyłane są do wystawcy.

Rzeczy osamotnione

A co, jeśli nikt się po zgubę nie zgłosi? Jak mówi prawo, staje się ona własnością znalazcy, jeżeli uczynił on zadość swoim obowiązkom.

I tak oto rzecz zagubiona może zmienić właściciela i zacząć nowe życie. Jeśli nie, to czeka ją już tylko likwidacja.

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.