4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

4 czerwca 1989 roku w Polsce skończył się komunizm. Dlaczego? Bo tak w telewizji powiedziała Joanna Szczepkowska.

Trzeba przyznać, że jak dla mnie była przekonująca. I co najgorsze – bardzo dobrze zagrała na emocjach. Ta kobieca delikatność, to wzruszenie, ten szklisty błysk w oku, jakby łzy, i ta serdeczna radość zarazem. Rola życia? I jak tu nie uwierzyć?

Ja wtedy uwierzyłam. I wierzyłam jeszcze wiele lat, choć przecież tego pamiętnego 4 czerwca miałam już prawie skończone 24 lata, a prawie w tym przypadku czyni małą różnicę, bo dokładnie urodziny miałam za 3 dni.

Te częściowo wolne wybory były dla mnie jak najpiękniejszy prezent urodzinowy. Bo czyż może być coś wspanialszego, jak nadzieja na wolną Polskę, gdy jest się jeszcze młodym i wydaje się, że wreszcie otwarły się do drzwi do nowego świata?

Nie. I ta na nadzieja i radość we mnie były. I duma. I jakiś niepokój zarazem.

Czytaj dalej 4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

W parku Helenów już się nie bawią. Łódzkie klimaty #2

Od czasu, kiedy słońce zaczęło nam nie tylko wesoło przyświecać, ale i żar rzucać, najwydatniejszą miejscowością w Łodzi stał się Helenów. Dziwić się temu nie można. Wszakże ten park p. Anstadta, to jedyny dowód, że i nad Łodzią przefruwa niekiedy urok poezji – pisał 127 lat temu autor felietonu „Listki łódzkie” w „Dzienniku Łódzkim”, w wydaniu z 5 czerwca 1892 r.

A były to wówczas czasy świetności tego pierwszego w Łodzi parku prywatnego, a którego – jak pisze M. Piestrzeniewicz w książce „Rozrywki łodzian na przełomie XIX i XX wieku” (Łódź 2010, s. 67):

Dogodne położenie, przepych i zbytek tego miejsca sprawiały, że zarówno w porze letniej, jak i zimowej najbogatsze elity miasta były częstymi gośćmi na helenowskich salonach.

I niewątpliwie elita bawiła się dobrze, albowiem park oferował wiele atrakcji.

Po stawach z przystaniami pływały łódki. W romantycznej grocie – na której zbudowanie sprowadzono podobno skałę wulkaniczną z samych Włoch – można było szeptać ciche wyznania miłości.

Czytaj dalej W parku Helenów już się nie bawią. Łódzkie klimaty #2

Gdy chodzi o honor, nie można milczeć

Tak, gdy chodzi o honor, nie można milczeć. Dlatego boli mnie i jednocześnie złości zniesławiająca Polskę i Polaków kampania, jaką prowadzi Izrael i Żydzi, zmierzająca do obciążenia nas winą za holokaust.

Boli i złości, gdy Żydzi mówią o nas, że wyssaliśmy z mlekiem matki antysemityzm. Boli i złości, gdy bezpodstawnie wysuwają wobec nas finansowe roszczenia.

Boli i złości, gdy uciekając się do kłamstwa i oszczerstw, wykorzystują nas w swojej własnej wyborczej polityce.

Boli i złości tym bardziej, że ataki na nas są niesprawiedliwe, niezasłużone i wbrew faktom, a przy tym poniżające i spychające nas do roli katów.

A najbardziej boli i złości to, że to właśnie my, Polacy, podczas II wojny światowej byliśmy najbardziej zaangażowani w pomoc Żydom i ponosiliśmy też za to największą ofiarę – życie. A teraz potomkowie uratowanych chcą nas uczynić współodpowiedzialnymi.

Czytaj dalej Gdy chodzi o honor, nie można milczeć

Jan Olszewski (1930-2019): Do jakiej Polski chcemy dążyć?

„Jestem przekonany, że najlepszym wyjściem z obecnego ciężkiego kryzysu jest powrót do ideowej i politycznej odwagi. Musimy podjąć wyzwanie szybko biegnącej historii. Musimy sprostać chlubnym tradycjom naszego narodu. Świadomi naszych słabości i wad, z pokorą, ale w poczuciu dziejowej odpowiedzialności, musimy starać się podjąć dziedzictwo Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”.

Tymi słowami, w Sejmie, 21 grudnia 1991 r. zakończył swoje exposé premier Jan Olszewski, a 7 lutego 2019 r. zakończyło się Jego życie. Dziś też mamy koniec pewnej epoki – jak słusznie zauważyła w swoim felietonie Małgorzata Wanke-Jakubowska pod takimże tytułem, przybliżając jego sylwetkę, życie działalność, nie tylko jako premiera.

Czytaj dalej Jan Olszewski (1930-2019): Do jakiej Polski chcemy dążyć?

W dawnej Łodzi: Co dać na Gwiazdkę?

Rzecz pożyteczna nie jest zawsze przyjemna. Dla pań kupujcie coś „do zamiany” – pisano w 1928 r. w „Ilustrowanej Republice”, radząc, co kupić na Gwiazdkę.  

A problem był nie lada. Czasem wynikał z nadmiaru towarów, a czasem z braku pieniędzy.

„Przez długie godziny zastanawiamy się, obchodzimy wszystkie sklepy, oglądamy wystawy i ciągle jesteśmy niezdecydowani, nie wiedząc, co wybrać pośród tylu przedmiotów, okazywanych przez sprzedawcę”

– pisano w prasie, a z pomocą szły reklamy.

Bogatszych zachęcano do kupna perskich dywanów, nowoczesnych mebli, obrazów, przedmiotów z brązu. Wzięciem cieszyły się porcelanowe serwisy stołowe i do kawy, „kryształy” francuskie Galle-Mosera, które można było nabyć w składzie K. Bogusławskiego przy Piotrkowskiej 100.

Czytaj dalej W dawnej Łodzi: Co dać na Gwiazdkę?