Z krwi i ziemi kamień pamięci winien być utoczony

1 sierpnia 1944 roku – nad Warszawą zawisło stężałe od gorącego dnia pełni lata powietrze. Ale dawało się wyczuć coś jeszcze, jakiś niepokój – inny niż w „zwykłe” dni okupacji, jakieś napięcie, ten szczególny rodzaj wyczekiwania na wydarzenie, o którym się powszechnie nie mówi, ale które wywołuje lęk i nadzieję jednocześnie. I które musi nadejść. I nadeszło.

O godzinie 17.00 wybucha w Warszawie powstanie: tragiczne i bohaterskie zarazem, będące zrywem ducha i klęską materii. W sowieckiej Polsce przez lata spychane w zapomnienie i domagające się od Polski Odrodzonej należnego mu w pamięci kolejnych pokoleń miejsca.

Dla powstańców było ono zarówno początkiem, jak i końcem życia: dzieci stały się dorosłe, młodzież dojrzała, dziewczęta i chłopcy – wiele, zbyt wiele z nich zginęło, ale dla tych, co przeżyli, już nic nie było takie same jak wcześniej.

Nie da się zapomnieć obrazów grozy tamtych dni. A przed oczyma wciąż pojawiają się twarze powstańców.

O ich bohaterstwie chce pamiętać łodzianka – emerytowana profesor Maria Gołębiowska, zasłużona lekarka, pediatra, jak mówi o sobie – udzielający pomocy świadek powstania warszawskiego. Chce też, aby pamiętali o nich łodzianie.

Czytaj dalej Z krwi i ziemi kamień pamięci winien być utoczony

4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

4 czerwca 1989 roku w Polsce skończył się komunizm. Dlaczego? Bo tak w telewizji powiedziała Joanna Szczepkowska.

Trzeba przyznać, że jak dla mnie była przekonująca. I co najgorsze – bardzo dobrze zagrała na emocjach. Ta kobieca delikatność, to wzruszenie, ten szklisty błysk w oku, jakby łzy, i ta serdeczna radość zarazem. Rola życia? I jak tu nie uwierzyć?

Ja wtedy uwierzyłam. I wierzyłam jeszcze wiele lat, choć przecież tego pamiętnego 4 czerwca miałam już prawie skończone 24 lata, a prawie w tym przypadku czyni małą różnicę, bo dokładnie urodziny miałam za 3 dni.

Te częściowo wolne wybory były dla mnie jak najpiękniejszy prezent urodzinowy. Bo czyż może być coś wspanialszego, jak nadzieja na wolną Polskę, gdy jest się jeszcze młodym i wydaje się, że wreszcie otwarły się do drzwi do nowego świata?

Nie. I ta na nadzieja i radość we mnie były. I duma. I jakiś niepokój zarazem.

Czytaj dalej 4 czerwca 1989 po latach. Refleksje o nadziei

W parku Helenów już się nie bawią

Od czasu, kiedy słońce zaczęło nam nie tylko wesoło przyświecać, ale i żar rzucać, najwydatniejszą miejscowością w Łodzi stał się Helenów. Dziwić się temu nie można. Wszakże ten park p. Anstadta, to jedyny dowód, że i nad Łodzią przefruwa niekiedy urok poezji – pisał 127 lat temu autor felietonu „Listki łódzkie” w „Dzienniku Łódzkim”, w wydaniu z 5 czerwca 1892 r.

A były to wówczas czasy świetności tego pierwszego w Łodzi parku prywatnego, a którego – jak pisze M. Piestrzeniewicz w książce „Rozrywki łodzian na przełomie XIX i XX wieku” (Łódź 2010, s. 67):

Dogodne położenie, przepych i zbytek tego miejsca sprawiały, że zarówno w porze letniej, jak i zimowej najbogatsze elity miasta były częstymi gośćmi na helenowskich salonach.

I niewątpliwie elita bawiła się dobrze, albowiem park oferował wiele atrakcji.

Po stawach z przystaniami pływały łódki. W romantycznej grocie – na której zbudowanie sprowadzono podobno skałę wulkaniczną z samych Włoch – można było szeptać ciche wyznania miłości.

Czytaj dalej W parku Helenów już się nie bawią

Poetycka reklama staropolskiego zielnika

Jeśli sądzicie, że reklama promująca książki i zachęcająca do ich zakupu jest wymysłem czasów współczesnych, to jesteście w błędzie. Ale kiedy zaczęła się rozwijać?

W zasadzie wtedy, gdy upowszechnił się druk, czyli od II połowy XV w. Od tego momentu wymagające dużego nakładu pracy i czasu manuskrypty zaczęły być wypierane przez książki drukowane, wydawane już w setkach, a potem tysiącach egzemplarzy.

A skoro tak, to pojawili się też wydawcy i księgarze, którym oczywiście zależało na szybkiej sprzedaży ksiąg.

A jak wiadomo – reklama dźwignią handlu.

Czytaj dalej Poetycka reklama staropolskiego zielnika

Gdy chodzi o honor, nie można milczeć

Tak, gdy chodzi o honor, nie można milczeć. Dlatego boli mnie i jednocześnie złości zniesławiająca Polskę i Polaków kampania, jaką prowadzi Izrael i Żydzi, zmierzająca do obciążenia nas winą za holokaust.

Boli i złości, gdy Żydzi mówią o nas, że wyssaliśmy z mlekiem matki antysemityzm. Boli i złości, gdy bezpodstawnie wysuwają wobec nas finansowe roszczenia.

Boli i złości, gdy uciekając się do kłamstwa i oszczerstw, wykorzystują nas w swojej własnej wyborczej polityce.

Boli i złości tym bardziej, że ataki na nas są niesprawiedliwe, niezasłużone i wbrew faktom, a przy tym poniżające i spychające nas do roli katów.

A najbardziej boli i złości to, że to właśnie my, Polacy, podczas II wojny światowej byliśmy najbardziej zaangażowani w pomoc Żydom i ponosiliśmy też za to największą ofiarę – życie. A teraz potomkowie uratowanych chcą nas uczynić współodpowiedzialnymi.

Czytaj dalej Gdy chodzi o honor, nie można milczeć