Godzinki, bieg i radość o poranku

Przybądź nam miłościwa Pani ku pomocy… – zabrzmiały mi w uszach Godzinki, gdy ruszyłam truchtem ku wschodzącemu słońcu, na twarzy poczułam jasność i ciepło, a w sercu radość.

I pomyślałam: Boże, dziękuję Ci, że chodzę, biegam, widzę, słyszę, czuję, doświadczam smutków i radości, dziękuję, że żyję. Tak po prostu.

W ten oto sposób przywitałam dzisiejszy dzień, choć to poniedziałek, a poniedziałków się nie cierpi, mój poranek był piękny.

Wstałam o szóstej i poszłam biegać, czego o tej porze i na swoim osiedlu nie robiłam jeszcze nigdy.

Czytaj dalej Godzinki, bieg i radość o poranku

Lajfstajl według Filovery

Wysypiaj się, ruszaj się, nie jedz cukru, nie sól, nawadniaj się, ale nie pij (procentów oczywiście), nie opalaj się i nie pal, chyba że w kominku, ale już nie pod grillem, bo mięso z grilla szkodzi. 

To tylko niektóre z zaleceń-rozkazów, jakie powinniśmy wypełniać, aby  do samej śmierci być zdrowym i nie chodzić po doktorach, bo nie warto.

Aha, i jeszcze nie jeźdź szybko samochodem, bo nie nacieszysz się zbyt długo z tego zdrowia, przybliżając się z prędkością 130 km/h do śmierci.

A ja? Cóż ja mam z tym począć?

Oczywiście jako lekarz oficjalnie ten system nakazowo-rozdzielczy w rzeczy samej popieram i profilaktykuję (wiem, nie ma takiego słowa w sjp, ale teraz już jest – u mnie na blogu :-).

Ale jako Filovera z krwi i kości z niektórymi zakazonakazami zdecydowanie jestem na bakier.

Ale najpierw się pochwalę. Czytaj dalej Lajfstajl według Filovery