Las Łagiewnicki: nie tylko spacer

Wystarczyła jedna myśl, bym zdecydowała się na poranny spacer po Lesie Łagiewnickim w Łodzi. Ta myśl, to uświadomienie sobie, że marzę o podróżach do odległych krajów, prawie na koniec świata, a nie znam wystarczająco dobrze miasta, z którego chcę w ten świat wyjść. Miasta, w którym mieszkam i które jest moim początkiem. Więc co temu światu zaniosę?

Spacer był rzeczywiście bardzo poranny. Wstałam tuż po piątej, by komunikacją miejską dotrzeć na szóstą do wybranego miejsca na skraju Lasu Łagiewnickiego i zanurzyć się w nim na kilka godzin.

Ze sobą wzięłam niewielki plecak, w nim butelkę z wodą, termos z kawą (uwielbiam kawę), coś zdrowego do przegryzienia, mapę, zeszyt, pióro i aparat fotograficzny, by słowem i obrazem zapisywać wrażenia.

Bo łagiewnicki las jest czymś więcej niż tylko lasem, a też ten mój spacer miał być czymś więcej niż tylko zwykłym przejściem się po leśnych alejkach.

Czytaj dalej Las Łagiewnicki: nie tylko spacer

W parku Helenów już się nie bawią

Od czasu, kiedy słońce zaczęło nam nie tylko wesoło przyświecać, ale i żar rzucać, najwydatniejszą miejscowością w Łodzi stał się Helenów. Dziwić się temu nie można. Wszakże ten park p. Anstadta, to jedyny dowód, że i nad Łodzią przefruwa niekiedy urok poezji – pisał 127 lat temu autor felietonu „Listki łódzkie” w „Dzienniku Łódzkim”, w wydaniu z 5 czerwca 1892 r.

A były to wówczas czasy świetności tego pierwszego w Łodzi parku prywatnego, a którego – jak pisze M. Piestrzeniewicz w książce „Rozrywki łodzian na przełomie XIX i XX wieku” (Łódź 2010, s. 67):

Dogodne położenie, przepych i zbytek tego miejsca sprawiały, że zarówno w porze letniej, jak i zimowej najbogatsze elity miasta były częstymi gośćmi na helenowskich salonach.

I niewątpliwie elita bawiła się dobrze, albowiem park oferował wiele atrakcji.

Po stawach z przystaniami pływały łódki. W romantycznej grocie – na której zbudowanie sprowadzono podobno skałę wulkaniczną z samych Włoch – można było szeptać ciche wyznania miłości.

Czytaj dalej W parku Helenów już się nie bawią

Śniadanie na Księżym Młynie

Zaczęło się o godz. 13, czyli jak na śniadanie, to raczej późna pora, a trwało do godz. 21, czyli przeciągnęło się na kolację. Ale nie o porę tu chodzi, ale oczywiście o „Śniadanie na Księżym Młynie”, czyli imprezę kulturalną, która zgromadziła fanów sobotnich spacerów po Łodzi.

Spacerów połączonych z dobrą zabawą na ulicznych koncertach, nieśpiesznymi pogawędkami ze znajomymi i nieznajomymi, kawą, herbatą lub piwem wypitymi choćby na leżaku pod chmurką lub drzewem, albo w przytulnych kafejkach, cieszeniem oczu kolorowymi wyrobami lokalnego rzemiosła artystycznego (może nawet ich zakupem, ku radości sprzedawców), a przede wszystkim chłonięciem klimatu dawnej Łodzi.

Łodzi zbudowanej z czerwonej cegły, na której tle wiosenna zieleń liści drzew wydaje się być szczególnie intensywna.

Czytaj dalej Śniadanie na Księżym Młynie

Sentymentalna podróż rogowską wąskotorówką

Drewniane, ale dobrze wyprofilowane pod plecy siedzenia, metalowe półki na bagaże ze sznurkową siatką, żeliwny wywietrznik w suficie, kwadratowe stoliki przy pojedynczych miejscach, ściany w zielonym kolorze – tak wyglądało wnętrze starego wagonu rogowskiej kolejki wąskotorowej, którym jechałam dziś na wycieczkę na trasie z Rogowa do Jeżowa i z powrotem.

Niby nic, a tak wiele, by wyprawa była przednia.

I nie o odległość tu chodzi, bo ta w sumie była niewielka. Nie o czas podróży, który w jedną stronę wyniósł ok. 20 minut, ale o jej klimat. Stary wagon pełen nigdzie niespieszących się ludzi, przemiła obsługa konduktorska, słoneczny dzień, rytmiczny stukot kół i pociągowe kołysanie.

Podróż Rogów-Jeżów to zarazem podróż w przeszłość. Podróż sentymentalna. Gdzieś do czasów dzieciństwa, kiedy podobnym wagonem jechałam z mamą.

Wówczas byłam małą dziewczynką, więc wnętrze wagonu wydawało mi się duże, dziś jestem dorosłą (i wysoką) kobietą, więc zdecydowanie mniejsze i ciaśniejsze, ale przez to przytulne.

I dziś poczułam się jak tamta mała dziewczynka, która poznaje świat, zaciekawiona, co jest za progiem jej własnego domu.

Czytaj dalej Sentymentalna podróż rogowską wąskotorówką

Łódzka bitwa o in vitro. Akt trzeci. Nie ostatni

Więcej pieniędzy na politykę prorodzinną, innowacyjne inwestycje oraz na lokalne projekty realizowane przez małe gminy zapowiedział marszałek województwa łódzkiego Grzegorz Schreiber w ubiegłym tygodniu podczas obrad nad budżetem sejmiku na 2019 rok. I choć budżet to wiele różnych zadań, całą dyskusję i tak zdominowała jedna kwestia – in vitro.

Oczywiście za sprawą lewackiej lewicy, reprezentowanej przez Dariusza Jońskiego z Inicjatywy Polskiej, która, bratając się z organizacją pozarządową pod dziwną nawą „Dziewuchy dziewuchom”, już wcześniej zapowiedziała walkę o utrzymanie finansowania programu in vitro z budżetu wojewódzkiego i tuż przed sesją zorganizowała w tej sprawie konferencję.

Czytaj dalej Łódzka bitwa o in vitro. Akt trzeci. Nie ostatni