Upał – wersja poetycka

Rozpuszczam się w tym gorącu. Upał niemożebny. Ciało poszukuje chłodu (szkoda, że mam zbyt małą lodówkę, aby do niej choć na chwilę wejść ;-).

Ponieważ nie może go nigdzie znaleźć – nawet noc nie przynosi wystarczająco wytchnienia – lepi się od potu, chowa w każdym skrawku cienia, jaki napotka na swej drodze i czeka. Tyle ciało.

Umysł ten upał znosi jeszcze gorzej. Tyle planów pisarskich miałam na czerwiec. A tu twórcza pustynia i wszytko pod górkę. Kończący się miesiąc zdominowany został przez trudne sprawy osobiste i gorąc lata.

Czytaj dalej Upał – wersja poetycka

Dokąd? – czyli poezja ku refleksji nad pośpiechem

Pędzimy, nie wiadomo po co i dokąd. Powtarzamy (ja także): nie mam czasu, spieszę się, nie teraz, może później, jutro, kiedyś tam.

Rozmowy z ludźmi coraz bardziej stają się zdawkowe, stać nas zaledwie na zdania urywane w pośpiechu i westchnienie zniecierpliwienia, gdy ktoś rozmowę przedłuża. Byle szybciej.

I nie zastanawiamy się, co gubimy po drodze rzeczywiście ważnego, a dodatkowego czasu, by po to wrócić, nie będzie. A przecież wciąż spotykamy ludzi…

Dziś więc poetycka refleksja nad tym, dokąd tak się spieszysz, człowieku?  Dla docześnie spieszących się, dedykuję wiersz pt. Dokąd?

Czytaj dalej Dokąd? – czyli poezja ku refleksji nad pośpiechem

Kobieta jaka jest…

Dzień Kobiet zobowiązuje. Oczywiście do tego, by złożyć z tej okazji wszystkim Paniom życzenia przede wszystkim spełnienia marzeń! Bo kobieta jaka jest…

Ale to dość banalne, choć oczekiwane – bo któż nie chciałby, aby jego marzenia się spełniały? Każdy, no, pawie każdy, albowiem są tacy, dla których wystarczającym szczęściem jest samo posiadanie marzeń i nie robią nic, by się spełniły.

Tych można nazwać wiecznymi marzycielami.

Ale nie im dziś poświęcimy uwagę, ale Kobietom, i to niebanalnie.

Czytaj dalej Kobieta jaka jest…

Wyszło życie, śmierć została

Ludzie codziennie umierają – to banalne stwierdzenie niepodważalnego, biologicznego faktu rozprasza śmierć na nieskończoną liczbę istnień. A wówczas nie możesz myśleć o wszystkich, więc nie myślisz, po prostu przyjmujesz do wiadomości. Przecież każdy z nas musi umrzeć.

Gdy jednak umiera człowiek, choćby obcy, ale którego trzymasz za rękę, jako pacjenta, śmierć nabiera wyrazu – przyjmuje ludzką twarz tej jednej, jakże konkretnej osoby. Bywa, że pamiętasz ją już zawsze, choć znałeś zaledwie kilka minut, zamieniłeś z nią zaledwie kilkanaście słów, ale miałeś wobec niej plany – chciałeś uratować jej życie. A ono się nie dało.  

Było to 26 lat temu. Miałam wówczas 27 lat i byłam na pierwszym roku specjalizacji z chorób wewnętrznych. Od trzech miesięcy dyżurowałam na oddziale internistycznym, na który trafiały też ostre stany kardiologiczne. W ramach interny była wydzielona sala intensywnego nadzoru „R” z monitorowaniem funkcji życiowych.

Czytaj dalej Wyszło życie, śmierć została