Wszystko ma swój czas, teraz czas na jesień

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem – powiedział Kohelet. I pięknie tę myśl rozwinął w swojej Księdze (Koh 3, 1-17). Nic do niej dodać i nic ująć z niej nie potrafię. A jednak…

A jednak pora taka jesienna – a ta każdego roku to mój czas ulubiony, który zawsze zbyt szybko przemija i którego wciąż czuję niedosyt – więc dziś wypowiem się o tym czasie tylko poezją.

I szkoda, że życie jest czasem tak dalekie od niej. A może człowiek nie ma odwagi, by bliższe jej było?

Poniżej zamieszczam dwa wiersze: “Wieczorne pisanie” i “Przygotowanie“, oba z mojego tomiku pt. “Przemiany“.

Czytaj dalej Wszystko ma swój czas, teraz czas na jesień

Upał – wersja poetycka

Rozpuszczam się w tym gorącu. Upał niemożebny. Ciało poszukuje chłodu (szkoda, że mam zbyt małą lodówkę, aby do niej choć na chwilę wejść ;-).

Ponieważ nie może go nigdzie znaleźć – nawet noc nie przynosi wystarczająco wytchnienia – lepi się od potu, chowa w każdym skrawku cienia, jaki napotka na swej drodze i czeka. Tyle ciało.

Umysł ten upał znosi jeszcze gorzej. Tyle planów pisarskich miałam na czerwiec. A tu twórcza pustynia i wszytko pod górkę. Kończący się miesiąc zdominowany został przez trudne sprawy osobiste i gorąc lata.

Czytaj dalej Upał – wersja poetycka

Dokąd? – czyli poezja ku refleksji nad pośpiechem

Pędzimy, nie wiadomo po co i dokąd. Powtarzamy (ja także): nie mam czasu, spieszę się, nie teraz, może później, jutro, kiedyś tam.

Rozmowy z ludźmi coraz bardziej stają się zdawkowe, stać nas zaledwie na zdania urywane w pośpiechu i westchnienie zniecierpliwienia, gdy ktoś rozmowę przedłuża. Byle szybciej.

I nie zastanawiamy się, co gubimy po drodze rzeczywiście ważnego, a dodatkowego czasu, by po to wrócić, nie będzie. A przecież wciąż spotykamy ludzi…

Dziś więc poetycka refleksja nad tym, dokąd tak się spieszysz, człowieku?  Dla docześnie spieszących się, dedykuję wiersz pt. Dokąd?

Czytaj dalej Dokąd? – czyli poezja ku refleksji nad pośpiechem

Wyszło życie, śmierć została

Ludzie codziennie umierają – to banalne stwierdzenie niepodważalnego, biologicznego faktu rozprasza śmierć na nieskończoną liczbę istnień. A wówczas nie możesz myśleć o wszystkich, więc nie myślisz, po prostu przyjmujesz do wiadomości. Przecież każdy z nas musi umrzeć.

Gdy jednak umiera człowiek, choćby obcy, ale którego trzymasz za rękę, jako pacjenta, śmierć nabiera wyrazu – przyjmuje ludzką twarz tej jednej, jakże konkretnej osoby. Bywa, że pamiętasz ją już zawsze, choć znałeś zaledwie kilka minut, zamieniłeś z nią zaledwie kilkanaście słów, ale miałeś wobec niej plany – chciałeś uratować jej życie. A ono się nie dało.  

Było to 26 lat temu. Miałam wówczas 27 lat i byłam na pierwszym roku specjalizacji z chorób wewnętrznych. Od trzech miesięcy dyżurowałam na oddziale internistycznym, na który trafiały też ostre stany kardiologiczne. W ramach interny była wydzielona sala intensywnego nadzoru „R” z monitorowaniem funkcji życiowych.

Czytaj dalej Wyszło życie, śmierć została