Tak uśmiechają się anioły

Dzień zaczął się nerwowo. Po zarwanej nad książką nocy zaspałam i spóźniłam się do pracy. W poradni przed gabinetem siedzieli zapisani na ten dzień pacjenci, z napięciem mnie wyczekując.

Każdy chciał wejść jak najszybciej, każdemu się spieszyło, aż powietrze zgęstniało od zniecierpliwienia.

– Bardzo państwa przepraszam – powiedziałam ze skruchą i rozejrzałam się po korytarzu. Trochę na uboczu stała dobrze starsza pani, drobna, nieco przygarbiona, z mocnymi liniami zmarszczek wokół ust i oczu.

Była pierwsza w kolejce i niezwykle spokojna. Jak źdźbło trwy w bezwietrzny, mglisty, jesienny poranek.

– Zaraz panią poproszę – powiedziałam i weszłam do gabinetu. Szybciutko założyłam mundurek, wyjęłam z torby pieczątkę i stetoskop, włączyłam komputer. Po chwili poprosiłam starszą panią do środka.

Czytaj dalej Tak uśmiechają się anioły

Jak to się zaczęło, czyli opowiadanie w cieniu leszczyny

Swój pierwszy prozatorski tekst literacki – opowiadanie – napisałam, mając 12 lat. Było to podczas kolejnych, beztroskich wakacji, które – jak zwykle – spędzałam u dziadków na wsi i które z rozrzewnieniem wspominam do dziś. A zaczęło się od drobnego, ale jakże “owocnego” wypadku. 

Był sierpień, słoneczne, ale nie upalne lato, w planach bieganie boso po polach i łąkach i taplanie się w wodzie, z przerwą na tzw. przewiązanie krów (czy wiecie, co to znaczy? :-)).

Pewnego dnia ten dziecięcy porządek rzeczy zaburzył mi wypadek, w sumie dość drobny, to jednak w pewnym sensie okazał się być brzemienny w skutki, choć wcale nie zdrowotne.

Czytaj dalej Jak to się zaczęło, czyli opowiadanie w cieniu leszczyny

Jaki jest Twój brzeg?

Nie pamiętam, kiedy potknęłam się o dywan po raz pierwszy. Niby nic, po prostu chodząc pomiędzy biurkiem i kanapą, zahaczałam kilka razy w ciągu dnia o jego brzeg klapkiem. Przez dłuższy czas nie zwracałam na to uwagi, ot, zwykłe potknięcia jakich wiele, trochę wytracające z rytmu i irytujące, ale nic nadzwyczajnego.

Aż pewnego dnia zauważałam, że dywan w tym miejscu już nie przylega ściśle do podłogi – jego brzeg wyraźnie odstaje, stając się przeszkodą na mej codziennej drodze.

Mimo pośpiesznych prób ugładzenia go, wciąż się podnosił, pomyślałam więc, wystarczy pamiętać, by wyżej unieść nogę, aby uniknąć kolejnego potknięcia.

A jednak wciąż się potykałam, aż pewnego dnia tak bardzo, że o mało nie upadłam na podłogę. Zezłościłam się i aż krzyknęłam sama do siebie – co jest?

Czytaj dalej Jaki jest Twój brzeg?

Las Łagiewnicki: nie tylko spacer

Wystarczyła jedna myśl, bym zdecydowała się na poranny spacer po Lesie Łagiewnickim w Łodzi. Ta myśl, to uświadomienie sobie, że marzę o podróżach do odległych krajów, prawie na koniec świata, a nie znam wystarczająco dobrze miasta, z którego chcę w ten świat wyjść. Miasta, w którym mieszkam i które jest moim początkiem. Więc co temu światu zaniosę?

Spacer był rzeczywiście bardzo poranny. Wstałam tuż po piątej, by komunikacją miejską dotrzeć na szóstą do wybranego miejsca na skraju Lasu Łagiewnickiego i zanurzyć się w nim na kilka godzin.

Ze sobą wzięłam niewielki plecak, w nim butelkę z wodą, termos z kawą (uwielbiam kawę), coś zdrowego do przegryzienia, mapę, zeszyt, pióro i aparat fotograficzny, by słowem i obrazem zapisywać wrażenia.

Bo łagiewnicki las jest czymś więcej niż tylko lasem, a też ten mój spacer miał być czymś więcej niż tylko zwykłym przejściem się po leśnych alejkach.

Czytaj dalej Las Łagiewnicki: nie tylko spacer

Od polityki do spokoju, czyli refleksje na progu jesieni

Kampania wyborcza trwa w najlepsze, a ja od kilku miesięcy – poza drobnymi wyjątkami – mam odpoczynek od komentowania w mediach społecznościowych polityki.

Początkowo był on wymuszony okolicznościami życia – własne problemy, bliskie duszy i ciału, zmieniają perspektywę.

Człowiek sam dla siebie staje się centrum uwagi, bo musi dać radę unieść kolejny dzień, by pomóc bliskim, którzy tego właśnie potrzebują.

A wówczas swary i polityczne kłótnie – wylewające się szerokim strumieniem z mediów i Internetu oraz, używając współczesnego języka opisu dyskursu, hejt – nawet gdy dotyczą spraw ważnych, stają się jednak odległe, wręcz obce i niewarte uwagi.

Gdy taki stan oderwania od tego, co zewnętrzne i polityczne (a może wówczas, gdy się jest na to gotowym, choćby nie zdając sobie z tego sprawy?) trwa wystarczająco długo, dochodzi do przewartościowania.

Tak stało się też ze mną.

Czytaj dalej Od polityki do spokoju, czyli refleksje na progu jesieni