Lajfstajl według Filovery

Wysypiaj się, ruszaj się, nie jedz cukru, nie sól, nawadniaj się, ale nie pij (procentów oczywiście), nie opalaj się i nie pal, chyba że w kominku, ale już nie pod grillem, bo mięso z grilla szkodzi. 

To tylko niektóre z zaleceń-rozkazów, jakie powinniśmy wypełniać, aby  do samej śmierci być zdrowym i nie chodzić po doktorach, bo nie warto.

Aha, i jeszcze nie jeźdź szybko samochodem, bo nie nacieszysz się zbyt długo z tego zdrowia, przybliżając się z prędkością 130 km/h do śmierci.

A ja? Cóż ja mam z tym począć?

Oczywiście jako lekarz oficjalnie ten system nakazowo-rozdzielczy w rzeczy samej popieram i profilaktykuję (wiem, nie ma takiego słowa w sjp, ale teraz już jest – u mnie na blogu :-).

Ale jako Filovera z krwi i kości z niektórymi zakazonakazami zdecydowanie jestem na bakier.

Ale najpierw się pochwalę. Czytaj dalej Lajfstajl według Filovery

Kontroli nie ma, promienie harcują. PEM pod lupą NIK

Organy Inspekcji Ochrony Środowiska (IOŚ) oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) nie są przygotowane ani organizacyjnie, ani technicznie do kontroli pola elektromagnetycznego (PEM).

A to dlatego, że ich kompetencje nakładają się, a przepisy nie określają jednoznacznie roli, jaką mają odgrywać w systemie ochrony przed PEM od urządzeń telefonii komórkowej. W kilku przypadkach inspektoraty OŚ oraz wojewódzkie sanepidy nie miały nawet potwierdzonych kompetencji do wykonywania pomiarów PEM.

Taka jest najważniejsza konkluzja z raportu Najwyższej Izba Kontroli, jaki ukazał się 7 maja br.

Dla pokazania, że jest to niezwykle ważny raport (który – moim zdaniem – podważa dotychczasową narrację zwolenników telefonii komórkowej, także w wydaniu 5G, o jej całkowitym bezpieczeństwie) wypunktuję kilka, czasem szokujących ustaleń z raportu NIK (źródło: informacja ze strony NIK pt. Kontroli nie ma – promienie harcują).

Czytaj dalej Kontroli nie ma, promienie harcują. PEM pod lupą NIK

Sor (ry)! Tu ratuje się życie. Czyli schody, schody…

W całej Polsce ruszyła – przygotowana przez samorząd lekarski – kampania społeczna skierowana do pacjentów pod hasłem „SOR (RY) TU RATUJE SIĘ ŻYCIE. Nie odbieraj innym szansy”, mająca na celu uświadomienie, że zgłaszanie się na SOR z niegroźną dolegliwością może odebrać szansę chorym w stanie zagrożenia życia.

Plakaty kampanii (jak poniżej), przygotowane przez izbę lekarską, trafią do wszystkich szpitali, by tam zawisnąć w izbach przyjęć, poradniach i na SOR-ach, gdzie przychodzi największa liczba pacjentów.

Lekarze chcą w ten sposób uświadomić pacjentom, że zajmując niepotrzebnie w kolejce miejsce na SOR, można odebrać komuś szansę na życie.

Czytaj dalej Sor (ry)! Tu ratuje się życie. Czyli schody, schody…

Pięć powodów, dla których nie warto chodzić po doktorach

Żyjesz szybko, w stresie, jedząc byle co i byle jak, niedosypiasz, a w dodatku twoja aktywność fizyczna ogranicza się do klikania komputerową myszką lub, co gorsza, podnoszenia kieliszka z alkoholem, bo przecież jakoś musisz się przynajmniej w weekend zrelaksować.
No i, niestety, nie jesteś cyborgiem: masz mózg, serce, płuca, wątrobę, nerki i cały szereg innych, żywych (jeszcze) narządów, które mogą sprawić problemy.

I to nie pojedynczo, ale wespół-zespół, zupełnie jakby się zmawiały, jak ci dokuczyć. Np. masz niby leciutkie nadciśnienie, a już wysiada ci serce? Licz się z tym, że mogą wysiąść nerki. Cierpisz na jelita? Może wysiąść wątroba. I nie tylko. Bo tak naprawdę wszystko ze wszystkim jest powiązane, tylko tobie wydaje się, że jest inaczej.

Ale te różne dolegliwości ze strony różnych narządów to dopiero początek Twoich problemów.

Czytaj dalej Pięć powodów, dla których nie warto chodzić po doktorach

Łódzka bitwa o in vitro. Akt trzeci. Nie ostatni

Więcej pieniędzy na politykę prorodzinną, innowacyjne inwestycje oraz na lokalne projekty realizowane przez małe gminy zapowiedział marszałek województwa łódzkiego Grzegorz Schreiber w ubiegłym tygodniu podczas obrad nad budżetem sejmiku na 2019 rok. I choć budżet to wiele różnych zadań, całą dyskusję i tak zdominowała jedna kwestia – in vitro.

Oczywiście za sprawą lewackiej lewicy, reprezentowanej przez Dariusza Jońskiego z Inicjatywy Polskiej, która, bratając się z organizacją pozarządową pod dziwną nawą „Dziewuchy dziewuchom”, już wcześniej zapowiedziała walkę o utrzymanie finansowania programu in vitro z budżetu wojewódzkiego i tuż przed sesją zorganizowała w tej sprawie konferencję.

Czytaj dalej Łódzka bitwa o in vitro. Akt trzeci. Nie ostatni