Potrzebne jest wielkie sprzątanie

Potrzebne jest wielkie sprzątanie

Z Agnieszką Wojciechowską van Heukelom, działaczką społeczną, kandydatką na prezydenta Łodzi, rozmawia Bogumiła Kempińska-Mirosławska.

Bogumiła Kempińska-Mirosławska: Startuje Pani w wyborach na prezydenta Łodzi. Dlaczego?

Agnieszką Wojciechowską van Heukelom: Namówili mnie łodzianie. Startuję pod własnym szyldem, nie z list partyjnych, bo przede wszystkim jestem działaczką społeczną. Mój komitet został zarejestrowany jako komitet wyborczy wyborców.

Wiem, że jest to walka Dawida z Goliatem, gdyż zmierzenie się z dużymi partiami, które mają duże pieniądze na brutalną kampanię, np. billboardową, dla społecznika może być trudne. Ja takich środków nie posiadam i jedyne, na co mogę liczyć, to pamięć i życzliwość wyborów – mieszańców miasta.

B.K.M: Czy tym Goliatem jest prezydent Hanna Zdanowska?

A.W.H: Prezydent Zdanowska to osoba, która moim zdaniem doprowadziła Łódź to fatalnego stanu. Oczywiście potrafię docenić estetyczną stronę jej działań typu kwiatki i meble miejskie. Ale potrafię też patrzeć głębiej, a tam widać wielką dziurę finansową, co dowodzi dużej nieodpowiedzialności pani prezydent.

B.K.M: Ale musi pani przyznać, że tak wiele inwestycji, jak jest w ostatnich latach, dawno w Łodzi nie było?

A.W.H: Tak, ale w rzeczywistości nie odpowiadają one potrzebom mieszańców, którzy dostają np. trasę WZ czy stajnię jednorożców, ale za to nie mogą się doprosić załatwienia swoich podstawowych problemów.

B.K.M: Jakich?

A.W.H: Np. mieszkańcy Chojen nie mogą się doprosić właściwej postawy władz miasta wobec ich konfliktu z fabryką Huntchinsona. Mmieszkańcy lokali komunalnych – by miasto nie zachowywało się jak nieuczciwy kamienicznik, lecz racjonalnie gospodarowało zasobem komunalnym i było uczciwym wynajmującym. Miasto względem najemców jest roszczeniowe, natomiast bardzo mało z siebie daje.

Lokale miejskie często są w fatalnym stanie – zagrzybione, zrujnowane – stąd liczne protesty mieszkańców. Kolejna grupa to łódzcy taksówkarze. Z jednej strony urzędnicy spotykali się z nimi i rozmawiali o problemie nieuczciwej konkurencji, a drugiej urząd reklamował firmę Ubera, która nie płaci podatków i daje dumpingowe ceny.

B.K.M: A co Pani proponuje?

A.W.H: Przede wszystkim należy zlikwidować bałagan związany z prawem własności.  Miasto ma duży zasób nieruchomości o nieuporządkowanym stanie prawnym. Jako osoba zajmująca się dziką reprywatyzacją wiem, że magistrat ma pojęcie tylko o niewielkiej części swojego majątku, gdyż nigdy nie został on porządnie zewidencjonowany.

Nie wiem, jak można rządzić miastem, nie wiedząc, co się ma. Urzędnicy mówią, że to jest kosztowne, ale wieszanie jakiś plastikowych kokardek i ubieranie pomników w fioletowe szaty bądź wyczyniane innych dziwactw, też jest kosztowne i można z tego spokojnie zrezygnować.

B.K.M: Jest Pani znana z walki o prawa spółdzielców. A jak wygląda polityka mieszkaniowa miasta?

A.W.H: Uważam, że w Łodzi nie istnieje dobra polityka mieszkaniowa. To wielkie zaniedbanie władz miasta. Mieszkanie jest przecież dla każdego podstawowym dobrem i warunkiem bezpieczeństwa. Mamy w zasobach miasta wiele lokali pustych, a tymczasem kolejka oczekujących na mieszkanie komunalne czy socjalne rośnie, co pokazuje, jak nieracjonalne są działania władz.

Mamy odnowione za ciężkie, publiczne pieniądze kamienice, a w nich pustostany, które trzeba utrzymać, co kosztuje, choćby taki budynek róg Północnej i Nowomiejskiej. Poza tym, jaki jest sens remontowania z pieniędzy publicznych takiej nieruchomości, kiedy chwilę potem władze decydują się ją sprzedać?

Mogę zapewnić mieszkańców, że gdybym została prezydentem, to zaczęłabym od solidnego audytu i uporządkowania tej sytuacji.

B.K.M: Co jeszcze należałoby zrobić?

A.W.H: Kolejna sprawa, to licznie nieprawidłowości związane z wydawaniem decyzji administracyjnych dotyczących budów. W całej Łodzi kwitnie proceder zagęszczania zabudowy, a prezydent Zdanowska nad tym nie panuje. Często wydawane są pozwolenia na zabudowę 30 proc. działki.

W trakcie inwestycji działkę dzieli się na mniejsze i potem okazuje się, że działka jest zabudowana w 70 proc. To wywołuje duże problemy społeczne, bo budynki stawiane są zbyt blisko siebie. A to są rzeczy, które bardzo uprzykrzają życie i mieszkańców, i inwestorów.

B.K.M: Czy miasto jakoś to kontroluje?

A.W.H: Kontrola jest fikcją. Jeśli urząd nie był w stanie wykryć wypływu gruntów ze spółdzielni mieszkaniowej Łódź-Śródmieście, tylko ja musiałam im to uświadomić i kosztowało mnie to parę lat ciężkiej pracy, to dowodzi, jak fatalnie działa kontrola w magistracie.  A urzędnicy dobrze o tym procederze wiedzieli. Jeden z nich, który negocjował sprawę wykupu gruntów z prezesem Manhattanu, zamieszkał w luksusowym apartamentowcu wybudowanym przez tegoż prezesa przy Piotrkowskiej i nikomu to nie przeszkadzało.

Urzędnik ten był wcześniej karany za fałszerstwa dokumentów. Zwracałam na to uwagę pani prezydent Zdanowskiej. Nie zainteresowała ją sprawa urzędnika, a nawet awansowała go na kierownicze stanowisko.

B.K.M: A co z reprywatyzacją w Łodzi?

A.W.H: W Łodzi jest ona na gigantyczną skalę, choć niewątpliwie różni się od tego Warszawie, gdzie większość budynków w czasie wojny była zburzona i obowiązywał dekret Bieruta. Z Łodzi, jako miasta czterech kultur, w czasie wojny wyjechało lub zginęło w jej odmętach bardzo wielu mieszkańców pochodzenia żydowskiego, ale także innych narodowości, a miasto nie było zburzone.

Niestety, w wielu przypadkach budynki trafiły w ręce oszustów, którzy od lat pobierają z nich pożytki, a miasto nie próbuje dochodzić swoich praw. Przykładem jest budynek przy Sienkiewicza 27, czy kamienica przy Wólczańskiej . Obecna pani prezydent się tym nie interesuje, skupia się tylko na blichtrze i reklamie, a z tym problemem zupełnie sobie nie radzi.

B.K.M: Czyli Pani pierwszy ruch, jako prezydenta Łodzi, to audyt działań urzędu i wielkie sprzątanie?

A.W.H: Chciałabym uspokoić mieszkańców, audyt i sprzątnie tak, ale to nie będzie trzęsienie ziemi. Jestem w stanie racjonalnie ocenić ludzi, którzy pracują w urzędzie, chociażby z tego powodu, że się takim sprawami cały czas zajmuję. Znam sprawy urzędowe od podszewki. Wiem, czego i gdzie należy szukać. Ci, którzy dopuszczają się matactw czy działań niegodnych urzędnika, mogą się bać, ale uczciwi i przyzwoici, których jest wciąż sporo w urzędzie, nie muszą mieć obaw.

B.K.M: A jakie jest Pani marzenie poza wygraną w wyborach?

A.W.H: Chciałabym, aby świat był tak piękny, jakim go czasem widzę.


Wywiad został opublikowany w Gazecie Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki w wydaniu z 15-16 września 2018 r. 

Autor: Filovera Septima

Łodzianka, lekarz, dziennikarz, pisarz, blogerka. Po prostu Filovera Septima.