Zaduszki, czyli poezja przemijania

Zaduszki – dzień dziś taki, że o przemijaniu zapomnieć się nie da. Nie da się zepchnąć go na margines życia, bo ono jest życiem, choć prowadzi do śmierci. I leżą ciała w grobach, próchnieją. A jednak gdy odwiedzamy dziś cmentarze i groby naszych bliskich, to czyż nie idziemy do nich, jakby żyli?

Ja tak. Babcia, Dziadek, Wujo, Ciocia, mój Brat, którego nie było mi dane poznać, bo zmarł jeszcze przed moim urodzeniem, Ojciec, Mąż i wielu innych moich bliskich. Wywołuję ich z pamięci żywych, nie martwych, widzę ich twarze, ich sylwetki, ruchy i tak znajome gesty, widzę, co robią – to oczywiście sceny z życia, które przewijają się w mojej głowie jak film.

Choć są blisko, bo w moim sercu, to jeszcze dzieli nas przepaść, symbolicznie zamknięta kamienną płytą nagrobną. Zapalam znicze, stawiam na grobach kwiaty, bo jak tak przyjść do kogoś z pustymi rękoma? Nie da się.

Zerkam w bok. Nad starym już grobem stoi pochylona i zmęczona życiem Kobieta. Robi znak krzyża. Uśmiecha się. Cisza. Proza życia zamienia się w poezję.

Oto ona:

 

zaduszki

stara już kobieta raz do roku

przynosi słońce w chryzantemach

i gwiazdy w zniczu pełnym płomieni

z ostatniego ognia

przy którym on ogrzewał sobie stopy

stara już kobieta

wciąż czuje się jak westalka

uśmiecha się w oczekiwaniu

niedługo znowu zasiądą razem do stołu

 

Cisza…