Koronawirus z Wuhan dopiero zaczyna zaskakiwać

Nowy koronawirus z Wuhan, czyli SARS-CoV-2, zdominował Internet, a o wywołanej przez niego epidemii COVID-19 napisano już wiele. Ale wirus ten dopiero zaczyna nas zaskakiwać. I nie chodzi o pierwszy potwierdzony przypadek tej choroby w Polsce.

Dlatego też cykl wpisów na ten temat zacznę od najnowszych, z jednej strony ciekawych, a z drugiej – moim zdaniem – niepokojących informacji, które rzucają nowe światło na zgromadzoną w ciągu kilkunastu tygodni trwania epidemii wiedzę, m.in. dotyczącą transmisji wirusa, odporności na niego i w ogóle tego, skąd się wziął.

Od razu jednak dodam – aby nie wywoływać paniki – że informacje te dotyczą, jak na razie, pojedynczych przypadków na ponad 90 tys. potwierdzonych zachorowań, więc mają znaczenie sygnalizacyjne. Niewątpliwie jednak wymagają dalszych badań, bo jak będzie dalej przebiegać epidemia i kiedy wygaśnie, trudno dziś przewidzieć.

Czy człowiek może zarazić koronawirusem psa?

Wczoraj, czyli 4 marca, Departament Zdrowia w Hongkongu potwierdził, że u psa należącego do pacjenta chorującego na COVID-19 stwierdzono koronawirusa. Eksperci potwierdzili, że jest to pierwszy oficjalny przypadek transmisji wirusa z człowieka na zwierzę.

Oczywiście za wcześnie jest, by wyciągać daleko idące wnioski, co do tego, czy takie zwierzę może być rezerwuarem wirusa i zagrażać człowiekowi. Jak zaznaczył rzecznik departamentu, wciąż nie ma wystarczających dowodów na to, że zwierzęta te mogą być źródłem infekcji lub że mogą same zachorować. Z pewnością jednak wymaga to dalszych badań.

Dlaczego to jest ważne? Bo jeśli mamy do czynienia ze zwierzęcym rezerwuarem zarazka, w dodatku w domu, „tuż pod nosem i pod ręką”, to znacząco utrudnia to wszelkie działania profilaktyczne. A w dodatku może obrócić się przeciwko naszym pupilom. A tego byśmy na pewni nie chcieli.

Czy dzieci mogą być ukrytymi nosicielami koronawirusa?

Trzy dni temu, czyli 2 marca, New York Post podał, że dzieci mogą być „tajnymi nosicielami” nowego koronawirusa. Taką opinię wyraził Tom Frieden, były szef Amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobieganie Chorobom (CDC), dodając, że dzieci mogą zarażać koronawirusem, choć same na COVID-19 nie chorują. A to, jak wyjaśnił, może oznaczać, że zatrzymanie epidemii będzie bardzo trudne, a nawet niemożliwe.

Frieden, za pismem Lancet, podał przypadek 10-letniego chłopca, który mimo przebywania w Wuhan w samym centrum epidemii, nie wykazywał żadnych objawów choroby. Ponieważ jego rodzice nalegali jednak, by lekarze także u niego zrobili testy na obecność koronawirusa, to okazało się, że wirus w jego organizmie był.

Jak dodał Frieden, fakt, że dzieci mogą się zarazić koronawirusem, ale nie wykazują objawów choroby, stanowi zagrożenie m.in. dla pediatrów.

Oczywiście także i w tym przypadku konieczne są dalsze badania, choć na to, że coś może być na rzeczy wskazuje już fakt, że choroba dotyczy przede wszystkim osób dorosłych, a wśród dzieci nie było jak dotąd żadnych zgonów z powodu COVID-19.

Czy można zarazić się koronawirusem więcej niż raz?

Kilka dni temu w Japonii potwierdzono pierwszy przypadek ponownego zakażenia koronawirusem wywołującym COVID-19. Kobieta, mieszkanka Osaki i przewodniczka turystyczna, pierwszy raz zachorowała w styczniu i jako wyleczona została wypisana ze szpitala 1 lutego.

Niestety, pod koniec lutego ponownie trafiła do szpitala z objawami bólu gardła i bólami w klatce piersiowej. Po wykonaniu badań okazało się, że jest znowu zarażona koronawirusem.

I tu też konieczne są dalsze badania i obserwacje, ale nie tylko pod kątem, czy można koronawirusem zarazić się ponownie (jak np. w przypadku grypy) i czy w ogóle nabieramy na niego odporności, ale też jak długo po zakażeniu patogen jest z organizmu eliminowany, a tym samym jak długie powinno być leczenie (choć na razie nie ma leczenia przyczynowego) i izolacja.

Czy źródłem zakażenia koronawirusem jest tylko wydzielina dróg oddechowych?

Jak dotąd wywiad kliniczny i obserwacje z przebiegu epidemii wskazywały, że do zakażenia koronawirusem dochodzi drogą kropelkową, a źródłem zakażenia jest zawierająca koronawirusa wydzielina z dróg oddechowych, która poprzez kichanie lub kasłanie wydostaje się na zewnątrz i przenosi na inne osoby, czy to przez powietrze, czy brudne ręce.

Jednakże Chińska Komisja Zdrowia Publicznego  poinformowała ostatnio, że śladowe ilości nowego koronawirusa znaleziono także w kale i moczu pacjentów z COVID-19. A to by oznaczało, że kał i mocz osób chorych może być źródłem zarażenia się tym wirusem. W tym przypadku do jego przeniesienia się może dojść w wyniku tzw. aerolizacji, kiedy to drobne cząsteczki kału i moczu są przenoszone przez powietrze lub przez brudne ręce.

To pokazuje, jak ważna w zapobieganiu zakażeniu jest higiena rąk i sposób, w jaki korzystamy np. z publicznych toalet. Ale wskazuje też na inny aspekt, również wymagający badań, np. czy przewód pokarmowy nie jest czasem miejscem, gdzie może przetrwać koronawirus, powodując nosicielstwo, czyli sytuację, w której w organizmie jest patogen, ale nie ma choroby, a gdy dojdzie do obniżenia odporności, następuje zachorowanie?

To, że koronawirus został znaleziony w kale, powinno też być sygnałem, że absolutnie nie należy nigdy wykorzystywać odchodów jako nawozu i należy wracać szczególną uwagę na utylizację tego typu odpadów.

Skąd się wziął nowy koronawirus?

To jest temat na osoby artykuł, dlatego teraz tylko zasygnalizuję problem. A mianowicie jest on taki, że choć koronawirus COVID-19 należy do rodzaju koronawirusów, to ma nie tylko cechy innych wirusów z tego rodzaju, czyli np. znanego już koronawirusa MERS i koronawirusa SARS, ale ma też cechy wirusa HIV, który należy do rodzaju lentiwirusów, oraz cechy wirusa Ebola, z rodzaju ebolavirus. A z tymi wirusami nie ma żartów.

I tu pojawia się pytanie – skąd się wzięła ta dziwna hybryda i jakie może mieć znacznie dla przebiegu epidemii? Do tego wrócę w kolejnym wpisie.

A Wy, co myślicie o nowej epidemii?

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o