Maskarada ratunkiem dla Pogotowia

Panowie we frakach lub kostiumach, panie w maskach. Demaskować się nie wolno – informował 110 lat temu łódzki dziennik „Rozwój” w ogłoszeniu zachęcającym łodzian do udziału w wielkiej maskaradzie. I to nie byle jakiej, gdyż organizowanej specjalnie na rzecz łódzkiego Pogotowia Ratunkowego. Nie bez powodu i z powodzeniem.

Styczeń 1908 r. Karnawał w pełni. Czas balów. I dobra okazja dla bogatszych łodzian, by bawiąc się, wesprzeć często wówczas niedofinansowane, ale niezbędne placówki medyczne. Jedną z nich było łódzkie Pogotowie Ratunkowe.

Uruchomione 1 grudnia 1899 r. przez Towarzystwo Doraźnej Pomocy Lekarskiej (TDPL) z inicjatywy dr. Władysława Pinkusa, od początku cieszyło się dużą popularnością i zaufaniem mieszkańców miasta. Już w pierwszym miesiącu działalności udzieliło dwustu porad; w kolejnych latach było ich 3-4 tys. rocznie.

Pogotowie było czynne całą dobę i świadczyło pomoc bezpłatnie, bez względu na wyznanie i status majątkowy. Wystarczyło zadzwonić na łatwy do zapamiętania numer 22, by do chorego wyruszyła dwukonna sanitarka z lekarzem, siedzącym na koźle woźnicą i sanitariuszem, dającym sygnały alarmowe trąbką. Lekarze i sanitariusze ubrani byli w specjalne uniformy, oznakowane symbolem szybkiej pomocy: kołem ze skrzydłami z umieszczonym wewnątrz godłem czerwonego krzyża.

W pierwszych latach zespół Pogotowia stanowiło ośmiu lekarzy i tylu samo sanitariuszy. Ci szczególnie ważną rolę odegrali podczas rewolucji 1905 r. W czasie powstania czerwcowego tylko jednego dnia zaopatrzyli aż dwustu rannych rewolucjonistów. Udzielając im pomocy najpierw na miejscu, a potem odwożąc do domów zamiast do szpitali, uchronili też przed represjami.

Ale rewolucja ujawniła również, jak niewystarczające były zasoby pogotowia. W jej szczytowym okresie po mieście bez przerwy jeździły trzy dwukonne karetki. Sanitariusze i konie padali ze zmęczenia. Jednych i drugich było za mało. Konie jednak wymieniano co kilka godzin, pożyczając je nawet od dorożkarzy. Sanitariuszy nie było od kogo „pożyczyć”.

Choć od 1906 r. poprawiły się warunki lokalowe w Pogotowiu, gdyż przeniesiono jego siedzibę z tymczasowej przy al. Kościuszki (wówczas Spacerowa) na ul. Gdańską 83 (wówczas Długa), to lata 1905-1907 spowodowały poważny kryzys w finansach placówki.

Zastanawiano się nawet, czy nie zwiesić jej działalności, jednak zarząd TDPL postanowił zrobić wszystko, by pozyskać dodatkowe środki i utrzymać pracę w niezmienionym zakresie. Pogotowie bowiem było łodzianom potrzebne. I oni też przyszli mu z pomocą.

Wielka maskarada na rzecz łódzkiego Pogotowia odbyła się 25 stycznia 1908 r. w Teatrze Wielkim Sellina. Wzięło w niej udział kilka tysięcy osób. Co prawda nie wiadomo dokładnie, ile udało się zebrać pieniędzy dla Pogotowia, ale – jak donosił „Rozwój” – bal powiódł się doskonale. W gazecie pisano:

Na salach rozbrzmiewały dźwięki orkiestr, umieszczonych na galeriach. Tu i ówdzie rozbito namioty z wyrobami cukierniczymi, winem szampańskim, z kwiatami, napojami chłodzącymi i przekąskami. Zabawę urozmaicały produkcje muzykalno-wokalne na estradzie sali koncertowej oraz tańce maskaradowiczów, przystrojonych w kostiumy różnych narodowości, przeważnie krakowskie. Maskarada trwała do godz. 7 rano, niektórych dopiero biały dzień wypłoszył z sali.

Do ilu z nich – po tak udanej imprezie – musiało potem przyjechać Pogotowie – statystyki milczą.

___________________

Tekst pierwotnie ukazał się w noworocznym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki w 2018 r.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o