Walczymy, lecz życie to nie pole bitwy, ale droga

Walczymy. Codziennie. Do ostatniego tchu. Czy można żyć inaczej?

W wersji banalnej walczymy np. z kilogramami nadwagi, szczególnie po świętach lub przed urlopem, by móc wcisnąć się w bikini lub szorty, ale kilogramy i tak przytłaczają nas swoim ciężarem.

W wersji poważniejszej walczymy z długami, biorąc na ich spłacenie kolejne kredyty, które i tak ciągną nas na dno finansowej niemocy.

Walczymy z samotnością, wchodząc w kolejne nieudane związki, by w pewnym momencie powiedzieć dość i… zacząć walkę z nieudanym związkiem, zdani na samotność.

Walczymy też w wersji bardzo poważnej – z chorobą i może nawet niejedną, by zmęczeni walką, załapać się na następną.

Walczymy z depresją albo z lękami, od których uciekamy w uzależnienie, np. od pracy czy alkoholu, by znów walczyć, tym razem z uzależnieniami.

Walczymy z naszymi wadami i ułomnościami wyglądu – tymi rzeczywistymi i tymi wymyślonymi – i „przycinamy” za długi nos, „pompujemy” cycki i w ogóle dopasowujemy się do jakiegoś kanonu piękna, a i tak jesteśmy niezadowoleni.

Walczymy też ze starzeniem się i przemijaniem, bo jak to, ja mam się zestarzeć, mam przeminąć? Ależ skąd, to nie możliwe! Nie w tych czasach, nie teraz – nigdy!

Ale walczymy też z ludzką nienawiścią, niesprawiedliwością, zawiścią.

I wreszcie walczymy ze zwykłymi codziennymi, w sumie drobnymi trudnościami – niesprawnym kranem, niesfornym kotem, niepozmywanymi naczyniami, będąc w ciągłej irytacji.

I tak wciąż Z CZYMŚ walczymy, od rana do wieczora i nawet nocą – w koszmarach sennych albo z koszmarną bezsennością.

I przegrywamy. Raz za razem i po raz kolejny. Choć czasem nawet wydaje nam się, że wygraliśmy, ale to tylko złudzenie.

Bo w rzeczywistości, tocząc tę nieustającą walkę Z CZYMŚ, przegrywamy siebie.

Po kawałku przegrywamy swoje zdrowie i życie, często niezauważenie, ale tylko do czasu.

Np. do czasu śmiertelnego zawału serca tuż przed pójściem na emeryturę, za co ZUS jest nam ogromnie wdzięczny do grobowej deski, ale my już tego nie wiemy.

Albo do czasu zachorowania na raka, za co dla odmiany, choć też do grobowej deski, znienawidzi nas NFZ, bo mając raka, zaczynamy bardzo dużo kosztować, a system tego nie lubi.

Walka. Nieustająca walka Z CZYMŚ jest zabójcza. Walka to wojna, a na wojnie są ofiary. I to my nią jesteśmy.

Jesteśmy swoją własną ofiarą, bo w bardzo wielu przypadkach sami tworzymy z naszego życia pole bitwy, na którym my samy jesteśmy przeciwnikiem. Bo to coś, z czym walczymy, to zasłona. My walczymy sami z sobą. I się zabijamy – stresem, gniewem, pośpiechem, bo myślimy: „Muszę przecież walczyć, by wygrać. Muszę walczyć, by przeżyć”.

A może tak nam się tylko wydaje? Może nie musimy walczyć?

Walczymy, ale czy musimy?

No właśnie, czy można żyć inaczej? Być może powiesz, że nie można, że życie samo w sobie to walka, to ciągłe zmaganie się z przeciwnościami, to nieustające branie się za bary.

Ale to nieprawda. Albo inaczej, to prawda, jeśli tak uważasz, ale może być inaczej.

Możesz zejść z pola walki, na którym wyczerpany miotasz się bez celu, i wejść na drogę zmiany, by małymi krokami albo po prostu takimi, na jakie cię stać, iść do celu.

Nie widzisz różnicy? Mówisz, że dążenie do celu to także walka z przeszkodami, jakie każdy z nas napotyka?

A ja ci powiem, że jeśli to, co spotkasz na swej drodze, będziesz traktować tylko jak przeszkodę, którą należy pokonać, w pewnym momencie nie dasz rady. Zawsze trafisz na przeszkodę, która pokona ciebie i przegrasz.

Lecz jeśli zaczniesz patrzeć na trudności, jak na wyzwanie, dzięki któremu możesz coś w sobie zmienić na lepsze lub zmienić na lepsze choćby najmniejszy kawałek otaczające cię świata, zawsze wygrasz.

A jeśli masz w sobie tak silnego ducha walki, że inaczej nie potrafisz traktować życia jak tylko serii bitew, to przynajmniej nie walcz Z CZYMŚ lub Z KIMŚ.

Jeśli jednak już musisz walczyć, to walcz O COŚ i najlepiej WSPÓLNIE Z INNYMI. Wtedy nie będziesz sam.

Nie walcz ze złem, ale walcz o dobro i tak działaj, by je pomnażać.

Nie walcz z przemijaniem, ale staraj się nadać mu wartość jedynego w swoim rodzaju doświadczenia.

Nie walcz z lękiem, ale walcz o spokój i równowagę w życiu, oswajając swój lęk.

Nie walcz ze sobą, ale krok po kroku zmieniaj to, co chcesz i możesz w sobie zmienić. Zejdź z pola walki i wejdź na drogę życia, ciesząc się z tej wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju i w każdym przypadku podróży. Bo drugiego życia, tu, na Ziemi, mieć nie będziesz.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrypcja  
Powiadom o